Francuski rząd walczy z „ultraprawicą”. Dostało się katolickim tradycjonalistom

Pojęcie „skrajnej prawicy” to część koncepcji, której celem jest „neutralizacja rzeczywistości” – twierdzi Mathieu Bock-Côté, autor eseju „Totalitaryzm bez Gułagu”. Rząd udaje, że walczy ze „skrajnościami”, zarówno na lewicy, jak i prawicy. Z tym, że zagrożenie lewicowe jest realne (skrajne ruchy ekologiczne, incydenty antysemickie, wspieranie zadym ulicznych, Antfia, itd.), a prawicowe mocno wydumane. Nierównoważne są też stosowane środki. Lewicowi aktywiści są uniewinniani przez sądy lub nie ponoszą żadnych praktycznie kar. W przypadku ugrupowań prawicowych, czy też nawet tzw. „tożsamościowych”, rząd i MSW sięgają po środki radykalne, włącznie z rozwiązywaniem tego typu stowarzyszeń.
Po zabójstwie młodego człowieka w Crepol przez bandę arabską, która w dodatku wprost mówiła o „mordowaniu białych”, narracja medialna fantazjowała o... „ultraprawicowym” niebezpieczeństwie, które żeruje na tych wydarzeniach. W efekcie rozwiązano małe ugrupowanie „Dywizja Karola Młota” za zorganizowanie manifestacji w mieście, z którego pochodzili bandyci, a szef MSW Gerald Darmanin zapowiedział kolejne takie kroki.
Wspomniany Mathieu Bock-Côté mówi, że zwalczanie prawicowych ugrupowań i ruchu tożsamościowego wiąże się działaniem na rzecz, jak to nazywa, „reżimu różnorodności”. To system, który stara się przekształcać, a właściwie zniekształcać rzeczywistość, w kierunku „inkluzywności” za wszelką cenę, kosztem likwidacji lub stępiania wszelkich śladów tożsamości i ciągłości historycznej narodu. Cele są takie same jak w „starym” marksizmie. Chodzi o „stworzenie nowego człowieka”, a drogą do tego nie musi być już rewolucja, bo wystarczy „oduraczanie”, m.in. przez demonizowanie tych, którzy sprzeciwiają się tej ewolucji. Jak twierdzi Bock-Coté to właśnie ten aspekt wyzwala narrację o „skrajnej prawicy” i niesionych przez nią zagrożeniach. Takie etykietowanie nie jest neutralne, bo pociąga rodzaj wykluczenia z dyskursu społecznego, a ostatnio po prostu zakaz działalności.
Ofiarami rzekomej „skrajności” było już Pokolenie Tożsamości, które kilka lat temu zwracało uwagę na problem przenikania przez niestrzeżone granice setek nielegalnych imigrantów. Zostało rozwiązane, a dziś na te same granice jeździ minister spraw wewnętrznych i gromko obiecuje, że służby będą czujne. Po zabiciu nożem 16-letniego Thomasa w Crepol, rozwiązano „Dywizję Martela”, ale obecnie były premier i polityk bliski Macronowi, Edouard Philippe mówi, że „jest całkiem możliwe, że istnieje nowa forma rasizmu, który jest skierowany przeciw białym”.
Demonizacja i stygmatyzacja prawicy, na razie w postaci mniejszych, czasami marginalnych ugrupowań i ruchów, to nie tylko niszczenie sensu demokracji, ale po prostu nowy etap rewolucji. Ostatnim ruchem we Francji jest propozycja rozwiązania Academia Christiana, związanej z tradycjonalistycznym ruchem katolickim. „W najbliższych tygodniach przedstawimy Radzie Ministrów ich rozwiązanie” – oznajmił Minister Spraw Wewnętrznych Gerald Darmanin i wygląda na to, że Academia będzie tu kolejną ofiarą owej „rewolucji”. Darmanin zapowiedział w niedzielę 10 grudnia, że w „najbliższych tygodniach” przedstawi Radzie Ministrów propozycję rozwiązanie Academia Christiana.
Jest to ruch bardziej religijny i tożsamościowy, niż polityczny. MSW oskarża ich o „nawoływanie do nienawiści i dyskryminacji”. W rzeczywistości, w porównaniu z Antifą to niemal anioły. Academia została założona w 2013 roku przez młodych ludzi, bardziej jako duchowy „instytut szkoleniowy”. Ich „skrajność” polega na tym, że założyli „instytut szkoleniowy, laboratorium pomysłów i sieć inicjatyw”, którego celem jest „wychowanie młodych chrześcijan i ludzi dobrej woli, którzy chcą zaangażować się w służbę dobru wspólnemu”. W tezach programowych czytamy, że „Academia Christiana stara się bronić Prawdy, Piękna i Dobra”. Ich „walka” dotyczy zaś „potęgi pieniądza i materialistycznego nieporządku”. Krytykują kapitalizm, konsumpcjonizm, „liberalny globalizm” i „marksistowską antyglobalizację”. Stają „w obronie kreatywności i wolności w porządku wspólnotowym, wierni naszemu grecko-rzymskiemu dziedzictwu i ideałowi chrześcijaństwa”. Rzeczywiście grupa „skrajna” i „niebezpieczna”. Darmanin dodał, że „na celowniku służb wywiadowczych znajdują się co najmniej trzy inne ugrupowania ultraprawicowe”. Wygląda więc na to, że to jeszcze nie koniec…
Bogdan Dobosz







