Jakub Majewski: Irańska huśtawka trwa

redakcja.jpg
Autor:
Jakub Majewski
forum-1133244371.jpg
Fot. Evan Vucci / Reuters / Forum

Nie godzi się, doprawdy, nazywać wojny huśtawką. Na huśtawce, co do zasady, ludzie nie giną, bomby nie wybuchają, domy się nie walą, statki nie toną. Co innego na wojnie. Ale, nie trywializując sytuacji, jak inaczej odnosić się do dziwacznego przebiegu wydarzeń w konfrontacji Stanów Zjednoczonych z Iranem? Jak scharakteryzować wojnę która trwa od ponad pół roku, ale przez większość tego czasu nie ma działań wojennych? Jak opisać rozejm, którego nie przestrzegano, ale którego zakończenie nie oznaczało też powrotu do wojny?

Doprawdy więc, mamy w Iranie do czynienia z czymś zupełnie dziwacznym. Wojną Schrödingera, której rzekomo nie ma, a która jest, i rozejmem Schrödingera, który rzekomo był, a którego realnie nie było, i negocjacjami Schrödingera, które… były, albo i nie były, albo czasem były a czasem nie były, albo miały formę niezobowiązującej wymiany zdań przez pośredników. Mamy też cieśninę Schrödingera, przez którą przepływają tankowce ale nie przepływają, albo nie przepływają ale przepływają… tak, trudno to nazwać inaczej niż tylko jakąś szaloną huśtawką. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy na wykresy cen ropy, które wprawdzie powoli podnoszą swój minimalny pułap, ale jednak ciągle skaczą i spadają – i wydawałoby się, że ich ruchy zależą bardziej od deklaracji Donalda Trumpa na mediach społecznościowych niż od realiów.

Jest to, swoją drogą, zupełnym szaleństwem, które nie ma prawa zaistnieć miejsca na „racjonalnym” wolnym rynku, a które widzimy gołym okiem – jeśli po tym wszystkim, ktoś mi jeszcze będzie próbował mówić o rzekomej racjonalności „ukrytej ręki” wolnego rynku, zaśmieję się w twarz. Ale przecież sedno sprawy to temat zupełnie nie do śmiechu. Wciąż mówimy o wojnie, która trwa, i mimo odległości, wywiera na nas wpływ choćby tylko poprzez ceny paliwa. Co dalej?

Niepewność tylko narasta

Zróbmy to razem!

Gdy ostatni raz pisałem o Iranie – jak się okazuje, było to już prawie trzy miesiące temu – właśnie udało się wprowadzić w życie wstępne porozumienie, dwumiesięczny rozejm który w domyśle miał pozwolić na negocjacje prawdziwego zakończenia konfliktu. Już wtedy pisałem, że rozejm ten będzie zagrożony, że ogromne siły w Stanach i w Izraelu będą dążyć do zerwania go, lub sprowokowania Iranu do wznowienia wojny, ponieważ dla Izraela i jego amerykańskich stronników, porozumienie, które de facto było znaczącym irańskim zwycięstwem, było po prostu niemożliwe do zaakceptowania.

Dokładnie tak się stało. Nie minęło kilka tygodni, a wojna została wznowiona. Ale, jak już wspomnieliśmy, była to wojna Schrödingera. Sporadyczne wymiany ciosów, bombardowań, a pomiędzy rundami, wiadomości o tym że w tle trwają negocjacje, ale może nie trwają – albo przeciwnie, że teraz to już lada chwila zacznie się prawdziwa burza, ale może jednak się nie zacznie. Że Trump gra na zwłokę, gromadząc siły na ostateczne uderzenie, ale że w gruncie rzeczy, nie ma już sił, i desperacko szuka wyjścia z całej sytuacji.

Każdy z tych scenariuszy, każda z tych wiadomości, mimo całej ich pozornej sprzeczności, była prawdziwa.

Potem zaś przyszedł największy „cios” Ameryki – sławetny D-Day, nazwany na cześć niegdysiejszego lądowania w Normandii, ale tym razem, zgoła bezobjawowy. Chodzi o blokadę gospodarczą Iranu, wprowadzoną przez Amerykę – bezobjawową o tyle, że wszelkie sankcje jakie można było nałożyć na Iran dawno już Stany nałożyły, statki handlowe Iranu też już od miesięcy blokowały, a jeśli chodzi o wtórne sankcje, mające dotknąć państwa trzecie za karę za handel z Iranem… cóż, poza paroma drobnymi wyjątkami dotyczącymi nawet nie państw, co pojedynczych banków, Stany nie odważyły się na nic podobnego.

Nie da się zdusić Iranu bez uderzenia w Chiny, Indie i Rosję, a na to Stany nie są gotowe. Więc blokada też jest blokadą Schrödingera, istnieje i nie istnieje. I znowu sprzeczne wieści – jedni mówią że teraz to już tylko kwestia czasu nim Iran się zawali jako państwo, inni mówią że cała ta blokada nie wpłynęła ani trochę na stanowisko irańskiego rządu, i że nie mają cienia zamiaru ustępować Trumpowi.

Nie żeby to miało znaczenie, bo od dawna już Trump nawet nie przedstawia żądań wobec Iranu. Więc z jednej strony, Stany blokują Iran i czekają na jego upadek, a z drugiej, Iran blokuje ropę z Zatoki Perskiej, i czeka aż inflacja zada Trumpowi bolesny cios w wyborach uzupełniających. Ale jednocześnie, Stany nie czekają na upadek Iranu, bo zamierzają uderzyć ponownie ze zdwojoną siłą gdy tylko miną – w listopadzie – wspomniane wybory uzupełniające, zaś z kolei Iran też nie czeka pasywnie, i zamierza uderzyć na Stany jeszcze przed wyborami, aby zadając Trumpowi i rządowi Republikanów bolesny medialnie cios, zapewnić mu definitywną przegraną w wyborach, i w ten sposób uniemożliwić dalsze działania w późniejszym terminie.

Sprzeczność goni sprzeczność. I znowu: każdy z tych scenariusz, każda z tych wiadomości, albo jest prawdziwa, albo przynajmniej może być.

Zmierzając do katastrofy

Proszę się więc nie dziwić, że tak rzadko ostatnio piszę o tych sprawach. To po prostu nie miało sensu, można było tylko prowadzić bieżący komentarz, kto kogo i gdzie uderzył – a ja schlebiam sobie przynajmniej, że jestem analitykiem, a nie komentatorem sportowym. Niemniej, trzeba spróbować z tego chaosu wydobywać jakieś prognozy. Trzeba spróbować określić kto realnie tutaj wygrywa – jeśli ktokolwiek – i kto przegrywa – jeśli nie wszyscy. I określić co może wydarzyć się dalej.

Na dobry początek, zauważmy że, cóż – wojna wojną, ale dla reszty świata, nie wybuchy i śmierć, a odcięcie ropy jest tutaj największym problemem. Znowu – oj, powtarzam się dzisiaj, powtarzam – problemem Schrödingera. Bo ropy już miało zabraknąć z dziesięć razy, więc można powiedzieć że ropy nie ma – a jednak jest. Nie powinno to nas jednak dziwić. Świat faktycznie stoi na krawędzi katastrofy, faktycznie rezerwy ropy kurczą się, i faktycznie w niektórych częściach świata już teraz paliwo jest racjonowane, a w Europie – cóż, trzeba się modlić o łagodną zimę.

Ale przecież, cokolwiek by nie myśleć o umiejętnościach przywódczych i zdolnościach myślenia Donalda Trumpa – mam wrażenie że przestałem być osamotniony na prawej stronie w swojej ambiwalencji względem tego prezydenta – to jednak ma do swojej dyspozycji całą machinę administracji i Pentagonu. Nic dziwnego że prognozy katastrofy udaje się ciągle odwlekać – cała ta machina robi co może aby to osiągnąć. Faktycznie więc, pomimo działań Iranu, Amerykanie zdołali przywrócić, z wielkim wysiłkiem, ograniczony przepływ tankowców przez cieśninę Ormuz – pod osłoną nocy, w konwojach, z silną eskortą – co pozwoliło trochę odwlec katastrofę.

A jednak znowu ceny ropy przekroczyły $100 za baryłkę, i choć nadal daleko nam do pesymistycznych prognoz z marca i kwietnia, gdy mówiono że lada chwila grozi nam $200 za baryłkę, to jednak kierunek zmian jest nieubłagany. Próżno też mówić, że niedobór jest tylko ograniczony. To trochę jak z jedzeniem – jeśli każdego dnia zabraknie mi kilkuset kalorii, to przez czas jakiś, będę to spokojnie znosił, ale skutki będą się kumulować. W tym zaś przypadku, kumulują się niedobory wywołane przez wojnę w Iranie, przez wojnę na Ukrainie, oraz ich dalsze skutki, takie jak rosnące ceny transportu napędzające rosnące ceny jedzenia i nawozów, napędzające ceny żywności i jej niedobory, co z kolei może – nie wiemy kiedy, nie wiemy gdzie – doprowadzić do wybuchu kolejnych kryzysów, które mogą napędzać dalsze negatywne skutki. Dosyć wspomnieć że właśnie w ten weekend widzieliśmy bardzo poważną zmianę polityczną w Niemczech, która jest niczym innym jak tylko bardzo opóźnionym skutkiem wywołanej ponad dekadę wcześniej wojny domowej w Syrii.

Gdzieś na horyzoncie w dalszym ciągu majaczy katastrofa spowodowana kryzysem paliwowym. Ten kryzys wciąż się udaje odłożyć w czasie. Oby jak najdłużej się udawało, ale – no właśnie, jak długo da się to robić? Zwłaszcza że przecież nic nie wskazuje na możliwość rychłego i polubownego zakończenia wojny między Ameryką a Iranem. Przeciwnie.

Nowy wybuch –w październiku, czy w listopadzie?

Co właściwie sprawia, że odkąd zakończyła się główna faza działań wojennych, widzieliśmy na przestrzeni miesięcy zaostrzenie stanowisk po obu stronach? Na tyle na ile jesteśmy w stanie wniknąć w umysły przywódców, wydaje się że obydwie strony uważają nadal że mogą osiągnąć swoje cele, wygrywając wojnę. Oczywiście, Iran nie liczy na realne zwycięstwo militarne – ale z ich perspektywy, zwycięstwem będzie wymuszenie zapaści politycznego projektu Trumpa, i nauczenie Amerykanów raz na zawsze, że nie mogą bezkarnie atakować ich kraju. Aby to zrobić, Irańczycy uważają – tak się wydaje – że potrzebują uderzyć mocno jeszcze przed listopadowymi wyborami, tym bardziej że mają powody aby sądzić że jeśli oni nie uderzą pierwsi, wówczas Ameryka uderzy w dogodnym dla siebie momencie.

Z drugiej strony, Trump wciąż liczy chyba na szansę obalenia władzy w Iranie, i wcale nie musi to być oparte tylko na chciejstwie i fałszywych przesłankach suflowanych przez Izrael. Mimo wszystko, rząd w Iranie pozostaje skrajnie niepopularny, i mimo wszystko blokada wyniszcza gospodarkę Iranu, co może doprowadzić do kolejnego wybuchu. Ktoś powie że to mrzonki, bo przecież jeszcze nikt nigdy nie zmusił kraju do kapitulacji ani nie wywołał rewolucji blokadą czy bombardowaniami – ale przecież to nie do końca tak. Niszczenie infrastruktury, handlu, prowadzi koniec końców do destabilizacji, osłabia wolę walki, i pobudza opozycję.

Czyż trochę tak nie było właśnie w Syrii? Taki scenariusz wydaje się absolutnie niemożliwy w Iranie. Ja również uważam go za skrajnie mało prawdopodobny – ale przecież nie znamy realnej sytuacji w Iranie, nie wiemy czy gdzieś w tle nie są kontynuowane jakieś próby uzbrojenia tej czy innej szajki jako ruchu oporu. Tu nie musi przecież chodzić o skuteczne doprowadzenie do zmiany władzy – zarówno Izrael jak i Ameryka zadowoliłyby się po prostu chaosem, niezdolnością centralnego rządu do natychmiastowego zduszenia rebelii, sytuacją którą można od zewnątrz podsycać. Niezależnie zaś od tego, czy to jest prawdopodobne czy nie, liczy się coś innego – wydaje się przynajmniej, że Donald Trump autentycznie uważa taki scenariusz za możliwy, a jego determinacja żeby nie przegrać, może go motywować do kolejnego uderzenia. Choć więc twierdzenia Trumpa, że zwycięstwo w Iranie przyjdzie natychmiast po wyborach można traktować jako czczą przechwałkę, to warto jednocześnie te słowa potraktować jako deklarację woli.

O ile więc nie nastąpi coś zupełnie nieoczekiwanego – wydaje się nieuniknione że na przestrzeni następnych dwóch miesięcy, działania wojenne będą coraz częściej powracać, eskalować, a prawdziwy wybuch nastąpi albo wkrótce – jeśli inicjatorem będzie Iran – albo zaraz po wyborach, jeszcze chyba w listopadzie, jeśli Iran pozostawi inicjatywę Ameryce.

Z tymi kalkulacjami obu stron jest jednak poważny problem, który – jeśli dobrze czytam sytuację – jak najgorzej wróży dla przyszłości tego konfliktu. Po stronie Iranu, błędem byłoby sądzić że doprowadzenie do porażki Republikanów i Trumpa w nadchodzących wyborach zakończy wojnę. Przeciwnie: pokonany Trump może chcieć tym mocniej i tym szybciej uderzyć na Iran, aby zdążyć nim nowy kongres zostanie zwołany, aby udowodnić że wcale nie przegrał, i aby zwyczajnie się zemścić. Po stronie Ameryki z kolei, błędem byłoby sądzić, że potężna runda nowych nalotów, a może nawet lądowania piechoty morskiej, zdołają złamać irański opór tak szybko, że irańskie kontruderzenia nie pogrążą Zatoki Perskiej w chaosie, ani nie zadadzą Ameryce dalszych bolesnych strat.

Tyle razy tutaj wspominałem Schrödingera – ale kończę… Pyrrusem.

Jakub Majewski

dtrum132.jpg
fot. Pool/ABACA / Abaca Press / Forum

Iran i Trump – czy ten pokój się utrzyma?

A więc, udało się – po tygodniach miraży, kłamliwych deklaracji o planowanej już-już kapitulacji Iranu przeplatanych z groźbami powrotu do wojny i zniszczenia kraju, Donald Trump osiągnął swoje. Iran wreszcie kapitulował, zgadzając się na pokój na amerykańskich warunkach. O oczywiście, jest tu parę niuansów: nie Iran kapitulował, tylko Trump, nie na amerykańskich warunkach tylko na irańskich, i ni...Czytaj dalej

 

redakcja.jpg
Autor:
Jakub Majewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: