„Kobiety do zarządów” – rewolucyjne wyzwanie na miarę etapu

Parytetowe trendy Unii Europejskiej i parcie na odgórne regulowanie mechanizmu obsadzania wysokich stanowisk nie na podstawie kwalifikacji, lecz według płci, wytworzyło zapotrzebowanie na takie kierunki, jak… Akademia Przywództwa Kobiet. Powstała ona przy krakowskim Uniwersytecie Ekonomicznym.
Dla „bizneswomen i liderek oraz przyszłych liderek i szefowych” stworzony został specjalnie podyplomowy kierunek WomenPower – Akademia Przywództwa Kobiet. Uniwersytet reklamuje go jako „program dla doświadczonych kobiet, które chcą zwiększać skalę swojego wpływu, podejmować decyzje strategiczne oraz przygotować się do pełnienia najwyższych funkcji zarządczych”.
„Wejdź na wyższy poziom przywództwa! Program dla doświadczonych kobiet, które chcą zwiększać skalę swojego wpływu, podejmować decyzje strategiczne i przygotować się do pełnienia najwyższych funkcji zarządczych” – zachęca uczelnia.
„Zmieniająca się sytuacja geopolityczna, rozwój krajowych i międzynarodowych systemów sankcyjnych oraz rosnące wymagania regulatorów sprawiają, że zarządzanie ryzykiem sankcyjnym staje się jednym z kluczowych obszarów bezpieczeństwa współczesnych organizacji” – podkreśla UEK.
Dlaczego na publicznej uczelni otwierany jest taki kierunek tylko dla kobiet? Czy to nie dyskryminacja a rebours? Czy gdyby uruchomiony został analogiczny profil, na który nie miałaby wstępu płeć piękna, nie okrzyknięto by zaraz powszechnie dyskryminacyjnego skandalu? A może jest przeciwnie i niewiasty potraktowano tu w osobliwy sposób jako mniej zdolne w tym zakresie i nienadążające za mężczyznami! Może to coś w rodzaju odpowiednika szkoły specjalnej?
W poprzednim wcieleniu komunizmu obowiązywało hasło: „Kobiety na traktory”. Dzisiaj należałoby je zmienić na slogan: „Kobiety do zarządów”. Czy to źle, że część pań przejawia takie uzdolnienia i predyspozycje? Nie, ale sztuczne ustalanie kwot udziału w gremiach decyzyjnych firm i instytucji pachnie właśnie nową komuną i tak zwanym zawracaniem kijem Wisły.
W przypadku powyższej oferty słowo-klucz brzmi: „rosnące wymagania regulatorów”. „Ktoś” zdecydował, że w gremiach decyzyjnych przedsiębiorstw i instytucji ma być zaprowadzona tak zwana równość. Jest ona jednak wcielana w życie z prawdziwie komunistycznym „wdziękiem”. Chodzi chyba o to by tak „wyzwolić” uciskaną rzekomo grupę społeczną, by poszło jej to dobrodziejstwo mocno w pięty.
Roman Motoła






