„Walka z plastikiem”. Kowalski płaci, kolejka chętnych do zarabiania na systemie

Dziesiątki przepisów, nakładane na przedsiębiorców i konsumentów podatki i opłaty, księżycowe wymysły w rodzaju uciążliwego systemu kaucyjnego. Tyle jest w stanie pod hasłami walki o czystą przyrodę wskórać Unia Europejska. W tym samym czasie Chiny wdrażają do rosnącej liczby zastosowań tworzywo na bazie bambusa. Materiał rozkłada się w ciągu 5 miesięcy i nie stwarza zagrożenia dla środowiska.
Niemiecki autor książek o tematyce politycznej i historycznej Jochen Mitschka nawiązał na blogu tkp.at do toczonej od całych dziesięcioleci gorącej dysputy na temat czekającej naszą cywilizację ekologicznej katastrofy z powodu powszechnego stosowania tworzyw sztucznych.
„(…) podczas gdy nasze sądy i ministerstwa spierają się o to, jak jeszcze bardziej dobrać się do naszych kieszeni i narzucić obywatelom surowsze regulacje, Chiny zdają się rozwiązywać centralny problem współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego niemal przy okazji. Wyjściem nie jest nowy wynalazek, ale raczej sprawdzona i przetestowana metoda, tyle że wykorzystana w nowy sposób i po prostu genialna: tworzywa sztuczne na bazie bambusa” – napisał publicysta.
Mitschka spędził sporo czasu w Azji jako konsultant biznesowy. Napisał o projekcie, który w ostatnich latach dojrzał w chińskich laboratoriach badawczych i zakładach produkcyjnych. Chodzi o to materiały kompozytowe, w których włókna bambusowe stanowią bazę dla biodegradowalnych polimerów.
„Główną zaletą tego materiału jest to, że rozkłada się całkowicie w warunkach naturalnych w ciągu około pięciu miesięcy. Nie powstają żadne trwałe cząsteczki mikroplastiku, które mogłyby zatruć oceany lub ostatecznie trafić z powrotem na nasze talerze poprzez łańcuch pokarmowy. Jeśli opakowania wykonane z tego materiału trafią do środowiska naturalnego, po prostu staną się kompostem. Kropka” – podkreśla pisarz.
Jak podaje w swym felietonie, w Państwie Środka „tradycyjny” plastik zostaje obecnie na masową skalę zastępowany tworzywami sztucznymi na bazie bambusa. „Rynek reaguje, przemysł się adaptuje, a problem odpadów niebiodegradowalnych jest rozwiązywany u źródła – poprzez innowacje. Dzieje się to bez ograniczeń wynikających z norm, przepisów dotyczących badań ani sprzeciwów ze strony stowarzyszeń branżowych” – zauważa.
Tymczasem na Starym Kontynencie, szczycącym się zaawansowanymi osiągnięciami technologicznymi, z toksycznym plastikiem „walczy się” już od pół wieku. Efekty tych zmagań możemy zaobserwować „przy każdym żółtym pojemniku na odpady i w każdym punkcie recyklingu”.
Jednak zamiast położyć nacisk na rozwój materiałoznawstwa i rozwiązywać problem u źródła, biurokratyczna Europa koncentruje się na produkowaniu ton przepisów, utrudnień i ograniczeń – takich jak w przypadku naczyń, sztućców, rurek do napojów czy patyczków kosmetycznych. Ponieważ zaś problem wciąż nie zostaje rozwiązany, politycy nakładają kolejne podatki.
„Widzimy tu cyniczny, ale niezwykle dochodowy system, który można opisać jedynie jako funkcjonalny kapitalizm zarządzania problemami. Podstawowa zasada brzmi: Zamiast rozwiązać problem na stałe, tworzy się ekosystem, w którym obywatele i przedsiębiorstwa płacą w nieskończoność za zarządzanie problemem, co na szczęście prowadzi do powstawania nowych stanowisk w służbie cywilnej i obszarów zatrudnienia politycznego. Aby zapewnić udział każdego i utrzymać cykl bezsensowności, utworzono gigantyczną sieć firm, które czerpią zyski bezpośrednio lub pośrednio z naszych niepowodzeń w rozwiązywaniu problemu” – zauważa Mitschka.
Autor wymienia beneficjentów tej maszyny do zarabiania pieniędzy na problemach. Są to: spekulanci, certyfikatorzy i audytorzy, monopole w zakresie utylizacji i sortowania odpadów, producenci zainteresowani utrzymaniem stanu posiadania, branża konsultingowa, pozarządowe „organizacje ekologiczne” i wreszcie państwo zgarniające niezliczone opłaty.
„Na końcu tej gigantycznej machiny nic nie zostało ekologicznie rozwiązane – zanieczyszczenie środowiska mikroplastikiem pozostaje globalną katastrofą – ale wszyscy zaangażowani, zarówno w rządzie, jak i w przemyśle, stali się bogatsi. Produkt krajowy brutto rośnie, ponieważ wydajemy ogromne sumy pieniędzy na zarządzanie odpadami zamiast na ich eliminację” – czytamy.
Zwykłym Kowalskim przypadła w tym systemie rola dojnej krowy i potencjalnego przestępcy, który nie jest w stanie wypełnić wszystkich, coraz bardziej skomplikowanych wymagań systemu.
„Chiński bambusowy plastik dowodzi, że istnieje inna droga. Problemami nie trzeba tylko zarządzać; można je rozwiązywać. To pokazuje, że rynek i nauka są w stanie stworzyć autentyczne alternatywy, które rozwiążą problem u jego źródła, zamiast go tylko kontrolować” – wskazuje Mitschka.
Prawdziwe zrównoważenie [tu aluzja do utopii tzw. zrównoważonego rozwoju – PCh24] nie bierze się z zakazów, moralizatorstwa i nowych podatków (…). Czas przestać zarządzać problemem i zacząć go rozwiązywać” – pisze niemiecki publicysta.
Źródło: tkp.at
RoM








