Ks. prof. Andrzej Zwoliński: Język codziennej nienawiści

mowa clicker happy pixa.jpg
Fot. ClickerHappy/Pixabay

Od manipulacji słowem zaczyna się budowanie „nowego człowieka”. Dzisiaj narzędziem szerokiego wpływu na myślenie ludzi są media. Stwarzają one szeroką możliwość manipulacji, a przez to stają się skutecznym narzędziem politycznej dominacji jednych grup społecznych nad innymi. Dostęp do mediów oznacza ogromne możliwości wpływu, które mogą być wykorzystywane i celowo sterowane.

Bardzo wiele publikacji z nauk społecznych wskazuje na kryzys cywilizacyjny współczesnego świata. Dotyczy on zarówno tożsamości jednostek („błąd antropologiczny”), rozumienia rodziny, narodu, państwa, jak i braterskiego odczucia jedności ludzkości. Świat współczesny coraz częściej jawi się jako zlepek różnych problemów, tematów, zagadnień, przypadkowo zestawionych jak pogubione puzzle, w żaden nie dopasowanych do siebie, tworzących zlepek przypadkowych skojarzeń i wydarzeń. 

Jedna z instalacji w dreźnieńskim muzeum sztuki współczesnej Albertinum prezentuje wiele przedmiotów codziennego użytku, przypadkowo ze sobą zestawionych w jeden, regularny kwadrat. Telefon, czajnik, komputer, szczoteczka do zębów, suszarka – pieczołowicie spakowane i poukładane – tworzą tę dziwną, nijak nie skoordynowaną całość. Instalacja pokazuje spakowany bałagan, poukładany chaos, który nie przedstawia żadnego ładu i porządku, poza bliską obecnością jednej rzeczy obok drugiej. Daje to jedynie pozór porządku i ładu, ale już nie harmonii[1].

Zróbmy to razem!

Badacze wskazują na powrót człowieka pierwotnego, a nowoczesność postrzegają jako powrót bałaganu, który odszedł daleko od porządku cywilizacyjnego. Człowiek pierwotny zatracił poczucie ładu, a posługuje się wyłącznie rytuałem. W fazie pierwszej oznacza on łamanie wszelkiego tabu, odrzucenie własnych zahamowań, uwolnienie najniższych pragnień i popędów. Następuje erupcja wulgarności, agresji i seksualizacji oraz zaostrzającego się konfliktu społecznego. Faza druga polega na zakończeniu walki wszystkich ze wszystkimi przez walkę wszystkich z naznaczonym przeciwnikiem, czyli znalezienie tzw. kozła ofiarnego. Atakuje się osoby, symbole, zakrzycza racje i odrzuca jakiekolwiek argumenty, rozpalając wojnę kulturową[2].

Najczęściej powtarzanym hasłem, zarówno w mediach, jak i w polityce, są wezwania: „Bądź sobą!”, „Słuchaj siebie”, „Ufaj sobie”, Idź swoją drogą”, zatracając społeczny wymiar życia ludzkiego, a skupiając uwagę na jednostkowych odczuciach. Paul Vitz, amerykański psycholog, w książce „Psychologia jako religia. Kult samouwielbienia”, wykazuje, że psychologia stała się humanistyczną religią opartą na kulcie „ja”. U jej podstaw leży filozofia, którą nazwał „selfizmem” (od ang. self – jaźń), który polega na kulcie samego siebie, na stawianiu na pierwszym miejscu narcystycznego ego[3].

Istotnym atakiem jest przekreślenie znanych pojęć, znaczeń i treści – odejście od znaczenia słów, które dotąd były zrozumiałe i dla wszystkich jednoznaczne[4] . Odebranie języka, narzucenie nowego znaczenia słów, manipulacja językiem – to pierwszy krok do uśmiercenia bliskości ludzi, którzy stają się niemi i bezradni wobec przetaczającej się obok nich debaty.

a. Manipulacja językowa

Według Arystotelesa, „Słowa są symbolicznymi znakami (symbola) wrażeń doznawanych w duszy, a dźwięki pisane są znakami dźwięków mówionych. Jako pisane, a także jako mówione, nie są dla wszystkich ludzi te same. Ale to, czego przede wszystkim są znakami (semia), wrażeń doznawanych w duszy, jest takie samo dla wszystkich, a więc i to, czego są te wrażenia podobiznami (homeiomata), mianowicie rzeczy są również takie same”[5].

Słowa są więc wynikiem konwencji, a nie wynikają wprost z natury. One same podlegają modom, zwyczajom, wpływom obcych kultur czy celowej deformacji. Mogą się zmieniać, chociaż prawda bytu, do którego się odnoszą, pozostaje taka sama. Nie zależy ona od nazywającego ją języka, gdyż prawda nie jest efektem umowy ani dowolnie ustanowionych reguł. Podstawa prawdy znajduje się poza mową. Słowa najwyżej mniej lub gorzej ujmują jej sens[6].

Pojęcia i słowa, którymi dysponujemy, są jedynie narzędziami do formułowania zdań, opisu rzeczywistości, wyrażania przypuszczeń i różnych teorii. Pojęcia lub słowa nie mogą być ani prawdziwe, ani fałszywe. Służą jednak opisowi świata i językowi, w którym człowiek argumentuje swe racje. [7] Prawda jednak nie „mieszka” w słowach, lecz tam, dokąd słowa odsyłają: w realnym świecie, który jest dla nich odniesieniem[8]. Ta prawda, zasłaniana przez kłamców publicznych, wykorzystuje słowa do kreacji „nowych prawd”, które fałszywie wpisuje się w nowy, narzucany język. Nie zmienia on rzeczywistości, ale dla wielu staje się przeszkodą dla zrozumienia, czym jest prawda.

Termin „manipulacja” pochodzi od łac. manipulus, czyli „garść”. W łacinie średniowiecznej pojawił się czasownik manipulare w znaczeniu „robić coś rękami”. Dopiero w XIX wieku pojawiły się w językach europejskich określenia pochodzące od tego słowa, a dotyczące czynności umysłowych, a przy tym nieuczciwych. Obecnie określenie „manipulacja” zawiera znaczenie „nieuczciwych posunięć, machinacji”. W języku polskim oznacza „poczynanie sobie z czymś nieuczciwie w celu zdobycia określonego wpływu na ludzi”, np. manipulacja danymi, historią, literaturą [9].

Termin „manipulacja językowa” pozostaje jednak niejasny i nieprecyzyjny[10]. Łączy się, w powszechnym przekonaniu, z niejawnością, podstępem, nierzetelnym odbiorem informacji i doborem środków językowych, których celem jest możliwość kierowania zachowaniem ludzi, wywieraniem wpływu na ich nastroje, poglądy i opinie i osiąganiem własnych korzyści. Jest to działanie etycznie potępiane, gdyż cele i korzyści, które chce osiągnąć nadawca, są obce odbiorcy, niezgodne z jego potrzebami, a nawet dla niego szkodliwe. Manipulowanie jest zawsze jakąś formą fałszywej relacji między ludźmi, a tym samym bardzo trudne do wykrycia. Ukryte cele, które manipulacja zawiera, są możliwe do realizacji do chwili, gdy nie zostaną odkryte i zdemaskowane[11]. Inną prawidłowością jest to, iż lęk przed siłą manipulacji i wyczulenie na nią ułatwiają wpadnięcie w jej sidła. Sama bowiem wyobraźnia, np. dotycząca teorii spiskowych, sprzyja propagandzie, bo każe ją dostrzegać nawet tam, gdzie jej nie ma. Ktoś, kto zwraca uwagę na istniejącą manipulację, sam może być manipulatorem, który oczekuje od swych rozmówców oczekiwanych działań i zachowań[12].

Manipulacja jest niezwykle złożona. Łączy treści prawdziwe z fałszywymi, niekiedy pozwala sobie na samokrytykę obozu rządzącego, któremu służy, nie przesadza w retuszowaniu świata rzeczywistego, by utrudnić identyfikację prawdy. Posługuje się słowami w sposób niezwykle elastyczny i dowolny, nie zwracając uwagi na ich znaczenie i skojarzenia, które wywołują, często pozostawiając margines domysłu i dowolnej twórczości odbiorcy[13].

Bardzo często manipulacja słowem ma prowadzić do zbudowania fałszywego wizerunku wroga. Celem jej nie jest kłamstwo, ale zbudowanie nienawiści do określonych grup społecznych. Ma budować poczucie wspólnoty z wielkimi grupami społecznymi w nienawiści do innych. Nie chodzi jej o to, by lepiej poznać sąsiada, ale by zbudować front przeciw niemu. Tak np. udało się Adolfowi Hitlerowi stworzyć sytuację, kiedy mógł powiedzieć, że opozycja to są wrogowie Niemiec, a nie zwykli przeciwnicy polityczni. Taki rodzaj propagandy funkcjonuje dzięki odczuciu osamotnienia przez niektóre grupy społeczne. Mają one potrzebę wyjścia z marginesu życia społecznego, co miałoby się dokonać poprzez stworzenie wspólnego frontu nienawiści i wrogości. W procesie manipulacji wskazuje się na bliską i możliwą rewolucję społeczną, która przyniesie z sobą zmiany. Rację ma tylko rewolucja, a wróg nie zasługuje na rozmowę i prowadzenie jakiegokolwiek dialogu. Gdy zechce on sprzeciwić się misji niesionej przez rewolucję, wówczas trzeba go zastraszyć. Z wrogiem się nie dyskutuje, lecz się go deprecjonuje, dehumanizuje i zwalcza. Umożliwia to włączenie się szerokich mas społecznych w walkę – aby móc zabijać wroga, trzeba go odczłowieczyć i znienawidzić.[14]

Celem manipulacji słowem jest stworzenie świata iluzji, owładnięcie społeczeństwa kilkoma prostymi ideami. Jak twierdził jeden teoretyków propagandy NSDAP, „należy je wmuszać w odbiorcę i wbijać mu do głowy w stu i więcej wariantach, z uporczywą konsekwencją”.[15] Karano, nawet karą śmierci (od 1 września 1939 roku), słuchanie obcych rozgłośni. Hitler sugestywnie odwoływał się do najbardziej nośnych haseł, sentymentów, nadziei i lęków. Uruchomiono całą machinę propagandy ciepłego, rodzinnego wizerunku Wodza – według danych ministerstwa propagandy III Rzeszy w 1934 roku prywatne zdjęcie Fuehrera było najchętniej kupowaną fotografią przez niemieckie i zagraniczne agencje prasowe. Radykalny antysemita i kierujący bojówkami wywrotowiec był znany jako ciepły miłośnik psów i górskich krajobrazów, przyjmujący u siebie małe dzieci i licznych mężów stanu. Uruchomiono kinematografię z filmami tłumaczącymi sens walki, nadzieje Niemców i źródło antysemityzmu oraz wrogość wielu innych narodów Europy, które trzeba dyscyplinować w ich planach i zamiarach wobec Rzeszy.[16]

Wojna zaczyna się od zamącenia znaczenia słów. Jeden z weteranów I wojny światowej zapisał w swych wspomnieniach: „Już w 1915 roku nieprzyjaciel zaczął uprawiać propagandę wśród naszych żołnierzy. Dzisiaj wiemy, czym skończyło się to mącenie w głowach. Żołnierze zaczęli myśleć tak, jak chciał tego przeciwnik”.[17]

Od manipulacji słowem zaczyna się budowanie „nowego człowieka”. Dzisiaj narzędziem szerokiego wpływu na myślenie ludzi są media. Stwarzają one szeroką możliwość manipulacji, a przez to stają się skutecznym narzędziem politycznej dominacji jednych grup społecznych nad innymi. Dostęp do mediów oznacza ogromne możliwości wpływu, które mogą być wykorzystywane i celowo sterowane.[18]

W związku z masowością zjawiska manipulacji słowem, Jan Paweł II w olsztyńskiej homilii wygłoszonej 6 czerwca 1991 roku, a poświęconej przykazaniu: „Nie mów fałszywego świadectwa”, wezwał do konsekwentnej „pracy nad mową”. Nawiązał do słów C. K. Norwida o „wolności mowy”. Mówił: „Każdy podstęp wobec drugiego człowieka, każda skłonność do używania osoby ludzkiej w charakterze narzędzia, każde używanie słów po to, aby wpływać na innych swoim zagubieniem moralnym, swoim wewnętrznym nieporządkiem – wprowadza w życie społeczne atmosferę kłamstwa. (…) Przed czterema laty mówiłem, że czeka nas praca nad pracą. Dziś czeka nas wielka praca nad mową, jaką się posługujemy. Ogromna praca. Nasze słowo musi być wolne, musi wyrażać naszą wewnętrzną wolność. Nie można stosować środków przemocy, ażeby narzucać jakieś tezy. (…) Słowo ludzkie jest i powinno być narzędziem prawdy. (…) Wolność poza prawdą jest pozorem, a nawet zniewoleniem”.[19] Jan Paweł II podkreślił, że „wolność mowy” to także wolność od destrukcyjnego języka pogardy i nienawiści, od manipulacji i destrukcji znaczenia słów, których celem jest niszczenie drugiego człowieka.[20]

b. Mowa nienawiści komunizmu

Antonie de Saint-Exupery w „Małym Księciu” analizuje współczesny kryzys relacji międzyludzkich. Odpowiedzialny za niego czyni kult władzy, a także próżność jednostek, które oczekują od innych pochwały i bezdyskusyjnej aprobaty, a nie prawdy. Prawdziwa przyjaźń wymaga od ludzi poświęceń i trwania w prawdzie, co staje się coraz bardziej nieobecne w budowanych relacjach między współczesnymi ludźmi.[21] Kult władzy ma istotne znaczenie w podejściu do języka polityki i w procesie destrukcji jego znaczenia.

Renesansowy filozof angielski, Franciszek Bacon, autor „Novum organum”, wiele miejsca poświęcił destrukcyjnej roli słów oraz mechanizmowi przyczyniania się ich do stwarzania złudzeń i błędów umysłu. Pisał: „Ludzie bowiem wierzą, że ich własny rozum rządzi słowami, lecz zdarza się tak, że słowa swoją siłę odwracają i oddziałują na rozum. (...) Słowa całkowicie zadają gwałt rozumowi, wszystko mącą i przywodzą ludzi do niezliczonych jałowych kontrowersji i wymysłów.[22]

Destrukcyjna rola słowa została w sposób przemyślany i planowy wykorzystana do budowania XX-wiecznego totalitarnego państwa. Dążąc do przejęcia możliwie najszerszej władzy nad każdym człowiekiem – obywatelem, należało mu wpierw odebrać świadomość jego godności i miejsca w społeczeństwie. Założono więc priorytet „dobra wspólnego” nad dobrem jednostki, a także redukcję indywidualnej ludzkiej egzystencji do bytu społecznego jako „całości”. W ten sposób istnienie jednostkowe uznano w jego osobliwym sensie za nierzeczywiste. Stanowiło to podstawę do niewolniczej ideologii. Aby uzasadnić kłamstwo o człowieku, posłużono się słowami – językiem, w którym zatarto różnicę między prawdą a polityczną „słusznością”. Poprzez przyzwyczajanie ludzi do kłamstwa i wpajanie im przeświadczenia, że „nic nie jest prawdziwe samo w sobie i że wszystko może się stać prawdziwe na mocy autorytetu”, stworzono „nowego człowieka” – pozbawionego woli sprzeciwu, ograbionego ze społecznej i historycznej tożsamości[23].

To nie przypadkiem Lenin i Mussolini byli dziennikarzami. Już dawno Victor Hugo napisał: „Prasa zastąpiła dziś katechizm”, zaś aparat propagandy komunistycznej podjął się udowodnienia tej tezy. Wnikliwy polski analityk życia politycznego w Rosji bolszewickiej, Antoni Ossendowski, stwierdził, że „dyktatura proletariatu w istocie swej jest dyktaturą dziennikarzy”. Włodzimierz Sokorski, szef radia i telewizji Polski Ludowej, sformułował tę prawdę krótko: „Kto trzyma mikrofon w swoim ręku, ten ma rząd dusz w swoim kraju”[24].

Oficjalna definicja radzieckiego systemu informacji i propagandy określa go jako system, który „w sposób zorganizowany i metodyczny szerzy określony, zorganizowany zespół wzorcowych poglądów (...) za pośrednictwem tekstów również uprzednio przemyślanych i zorganizowanych”. Państwo nadaje słowom sens i decyduje o ich życiu. Słowo określone jest w broszurze „Język w rozwiniętym społeczeństwie socjalistycznym” (Moskwa 1982) jako „główny materialny nośnik idealnej informacji”[25].

Jak w każdym systemie totalitarnym język w komunizmie był zdeterminowany, służył propagandzie i wychowaniu mas w duchu konkretnej ideologii[26]. Został poddany specjalnej obróbce. Język dotąd święty nowi ideolodzy „profanowali bluźnierczo ohydnym szatańskim bełkotem”, bogaty – „chcieli okraść, zredukować do poziomu języka potocznego, użytecznego, mechaniczno-teleologicznego”, wolny – „poddali kastracji i poskramiali”, wspaniały i szaroskrzydły – „gorliwie pozbawiali skrzydła”[27].

Kłamstwo, które pojawiło się w nowo tworzonym języku komunizmu, było inne niż wszelkie wcześniejsze przypadki nadużycia słów w polityce, znacznie przerastało poprzednie. Kłamstwem posługiwano się od zawsze, w celu pozyskania korzyści politycznych, ale było ono trywialnym, użytym w określonym celu, narzędziem osiągania konkretnych korzyści. Takie kłamstwo pozostawiało jednak w stanie nienaruszonym różnicę między prawdą a fałszem. Natomiast kłamstwo komunizmu stało się samym rdzeniem systemu politycznego, istotą nowej cywilizacji. Ideologia tłumaczyła swoistą funkcję i znaczenie kłamstwa w doskonałym społeczeństwie totalitarnym. Funkcja ta była tak osobliwa i pozornie twórcza, że nawet samo słowo „kłamstwo” brzmiało nieodpowiednio[28].

Destrukcyjne działanie totalitarnej machiny opierało się na szczególnego rodzaju prymitywnej filozofii społecznej. Została ona wyrażona w jednej z przerażających książek XX wieku: „Historii Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) – Krótki kurs”[29]. Leszek Kołakowski pisał o niej: „Krótki kurs ustanowił nie tylko cały schemat bolszewickiej mitologii, łącznie z kultem Lenina i Stalina, ale także dokładnie zrytualizowane reguły tego kultu: wiadomo było od tej pory, że w omawianiu wszystkich zagadnień, o jakich książka traktuje, partyjni pisarze i propagandziści nie mogą odstąpić od żadnej formuły skanonizowanej i obowiązani są powtarzać literalnie wszystkie wyrażenia dzieła. Krótki kurs nie był po prostu książką historyczną pełną faktów, ale potężną instytucją społeczną: jednym z najważniejszych instrumentów, za pomocą których partia miała sprawować władzę nad umysłami i niszczyć zarówno myślenie krytyczne, jak i pamięć społeczeństwa o własnej przeszłości”[30].

„Krótki kurs”, jak podkreśla wielu badaczy, miał charakter quasi-religijny. W zmitologizowanej narracji zdarzenia miały charakter w maksymalnym stopniu zdeterminowany: każde spotkanie, użyte słowa, zachowanie należały do ustalonego porządku świata – sytuowały się po stronie słusznej lub niesłusznej. Ich sens był z góry założony i nie można go było w żaden sposób kwestionować[31].

W praktyce w komunizmie miała miejsce realizacja języka wyrażająca się „w nasilaniu i kumulacji pewnych znanych i wręcz banalnych środków natury stylistycznej w stopniu przekraczającym wszelkie dotąd istniejące granice. Tym samym było to nowe, niespotykane wcześniej funkcjonowanie języka, czyli „nowe mówienie” (parole), nazwane potocznie „nową mową” lub jako złożenie „nowo-mową”[32].

Termin „nowomowa” (ang. newspeak) pochodzi z powieści G. Orwella Nineteen Eighty-Four („1984”). Była językiem urzędowym kraju opisywanego w powieści, czyli w Oceanii, a została stworzona dla zaspokojenia ideologicznych wymogów „Anglo-Soc”, czyli angielskiego socjalizmu – totalitarnego ustroju panującego w opisywanym kraju. Pracownicy Ministerstwa Prawdy, gdzie zatrudniony był w roku 1984 bohater powieści Orwella, niszczą zapis przeszłości: drukują nowe, uaktualnione edycje starych czasopism i książek. Wiedzą, że w miejsce poprawionej wersji przyjdzie wkrótce kolejna, na nowo poprawiona. Chcą sprawić, by ludzie zapomnieli wszystko – fakty, słowa, zmarłych, nazwy miejscowości. Z opisu Orwella nie wynika, do jakiego stopnia udaje im się wymazać przeszłość. Wiadomo, że starają się o to usilnie i mają imponujące wyniki. Ideał całkowitego zapomnienia nie został jeszcze osiągnięty, ale należy oczekiwać dalszych postępów. Bohater snuje m.in. następującą refleksję: „Czy zdajesz sobie sprawę, że cała przeszłość datująca się od wczoraj została obalona, zniszczona? Jeżeli z niej w ogóle coś pozostało, to chyba tylko kilka trudnych do zniszczenia i niemych przedmiotów, jak ten oto szklany przycisk z koralem. W tej chwili nie wiemy już dosłownie nic o dziejach Rewolucji, nie mówiąc o epoce przed-rewolucyjnej. Każdy zapisek czy dokument, został zniszczony lub sfałszowany, każda książka przepisana, każdy obraz przemalowany, każdy pomnik czy ulica mają dziś inną nazwę, każda data została zmieniona. I ten proces trwa ustawicznie, z dnia na dzień. Historia zatrzymała się. Nie istnieje nic poza teraźniejszością, która nie ma granic. W tej bezgranicznej teraźniejszości Partia ma zawsze rację. Ja oczywiście wiem, że przeszłość jest sfałszowana, lecz nigdy nie będę w możności udowodnić tego faktu, nawet wówczas, gdy fałszerstwo popełniłem ja sam. Po dokonaniu fałszerstwa nie pozostaje żaden ślad ani dowód zbrodni. Jedynym dowodem jest własna pamięć, ale skąd mogę mieć pewność, że ktokolwiek inny pamięta te fakty?”.[33]

Jako zjawisko społeczne o masowej skali oddziaływania pojawiła się dopiero w XX wieku, chociaż użycie języka w celach perswazyjnych było już znane od dawna, np. Tukidydes w „Wojnie peloponeskiej” ukazał jeden z najbardziej rozpowszechnionych mechanizmów nowomowy: zmianę znaczeń wyrazów dla usprawiedliwienia nieetycznych postępków („i zwykłe znaczenie słów dla rzeczy zmieniano dowolnie”). Czesław Miłosz interpretując te słowa, napisał: „Pragnąc usprawiedliwić czyny uważane dotychczas za niegodne, zmieniono zwykły sens słów”[34].

Nowomowa wymagała od odbiorców posłuszeństwa i zarazem gotowości do zmiany zachowań. Kształtowała nowy typ człowieka, nieświadomego tego, co się z nim dzieje i kim jest. W książce „Cienie w pieczarze”, Tomasza Stalińskiego (pseudonim Stefana Kisielewskiego) czytamy o intencjach tych, którzy posługują się słowami nowomowy: „Słowo kształtuje treść myślową, a nie odwrotnie – oto nowa, olśniewająco jasna i zaskakująco prosta koncepcja. (...) Tak czy owak, czarnoksięskie teksty przeznaczone były dla jakiegoś, abstrakcyjnego choćby, ludu (...) A może lud nigdy sobie nie uświadomi, że się go poniża, skoro nikt w całym zamkniętym kraju nigdy nie pozna innych poglądów, skoro powtarzany i powielany zostanie tylko ten jeden jedyny schemat i nikt nie będzie miał obowiązku ani ochoty konfrontowania go z rzeczywistością obecną, a tym bardziej dawną, planowo już zapomnianą? Czy wszyscy muszą kłamać? Kto nie zna prawdy, ten nie kłamie, zaś nowy język zaklęć i abstrakcji wchodzi w krew”.[35]

Skuteczność nowomowy zależała od wielu czynników. Podstawowymi warunkami jej zaistnienia są: wielokanałowość przekazu, towarzyszące jej formy perswazji niewerbalnej oraz monopol informacji chroniony przez cenzurę. Język ten łączył się z nową obrzędowością, rytuałem i kulturą. E. Cassirer pisze: „Jeśli słowo ma osiągnąć pełen efekt, to musi mu towarzyszyć wprowadzenie nowych obrzędów. (...) W państwie totalitarnym nie ma żadnej prywatności, niezależnej od polityki sfery życia, całe życie człowieka zostaje podporządkowane wzrastającej fali nowych rytuałów politycznych. Są one tak samo uregulowane i obowiązujące, jak wśród społeczeństw pierwotnych. Każda czynność nabiera charakteru politycznego. Tak samo jak w społeczeństwach pierwotnych lekceważenie i nieprzestrzeganie obrzędowości ściąga na delikwenta nieszczęście i śmierć”.[36]

W nowym języku transformacja znaczenia słów była procesem zwielokrotnionym. Przechwytywano dawne słowa, np. „patriotyzm” i nadawano im nowy sens. Mogło się to dokonywać przez dodanie przymiotnika „socjalistyczny” („socjalistyczny patriotyzm”) i przez skojarzenie z innym określeniem, np. „prawdziwy patriotyzm”. Samo określenie „socjalistyczny” było zakłamane, gdyż zabrane wcześniej przez komunistów partiom socjalistycznym, toteż nabrało nowego znaczenia: „zgodny z decyzjami kierownictwa partii”, „gotowy podporządkować się jego decyzjom”.

Zdania, budowane przez polityków uprawiających nowomowę, niewiele mówiły. Były gładkie, długie, złożone, pozornie poprawne, lecz w istocie nijakie: gubiły podmioty, niedookreślały czasowniki, udekorowane ideologicznymi przymiotnikami gubiły sens. Przykładów można znaleźć ogromną ilość – cała twórczość okresu tzw. socrealizmu, a także przemówienia, apele, ogłoszenia, wezwania i mowy polityków i działaczy partyjnych. W jednej z książek skażonych nowomową czytamy: „Powiedziałem więc, że ręka władzy pozostaje niezmiennie szczerze i życzliwie wyciągnięta na spotkanie wszystkim ludziom dobrej woli”; „Garnęli się do partii z potrzeby uczestnictwa, z motywacji, które można określić jako społeczne, patriotyczne”; „Odbyło się udane II pozjazdowe plenum PZPR”; „Armia musi wziąć w swe ręce odpowiedzialność za kraj”[37].

 Władza ludowa była wrogiem wszelkiej tajemnicy osobistej, intymności. Wołała, ze miłość nie jest w żadnym stopniu potrzebna rodzajowi ludzkiemu – motorem postępu jest „miłość klasowa”. Żadnego znaczenia nie ma rodzina. Radziecka poetka Aleksandra Kołłontaj, pisała: „Powinny zniknąć stare podziały: to są moje dzieci, dla nich jest cała moja macierzyńska troska, cała moja miłość. A to są twoje dzieci, dzieci sąsiadki, one mnie nie obchodzą. (…) Teraz świadoma robotnica-matka powinna dorosnąć do tego, by nie różnicować twoich i moich, i by pamiętać, że są tylko nasze dzieci, dzieci komunistycznej, pracującej Rosji”.[38]

Radziecka „kultura” to obowiązkowe dziesięcioletnie kształcenie, to szkoła, stawiająca sobie za podstawowe zadanie „formowanie naukowo – materialistycznego światopoglądu i komunistycznych przekonań uczących się”[39]. Kultura obejmuje cały byt ludzki, dotyczy więc zarówno duchowej, jak i materialnej, przedmiotowej sfery egzystencji człowieka. Duchowa i materialna kultura Europy została odrzucona przez komunistów. Stwarzając własną „kulturę”, opartą na zasadach socjalizmu, doszli do degradacji i destrukcji człowieka. Całe rzesze ludzi zostały zmienione w niewolników. Spełniły się literackie intuicje Dostojewskiego z „Biesów”: „Każdy członek społeczeństwa pilnuje drugiego i ma obowiązek denuncjować go (...), wszyscy są niewolnikami równymi w niewolnictwie. W wyjątkowych wypadkach – oszczerstwo i zabójstwo. Lecz zawsze równość. Zaczyna się od zniżenia poziomu wykształcenia, wiedzy, talentów. Ludzi uzdolnionych (...) wypędza się i skazuje na śmierć”[40].

Kłamstwo było powszechne w całym języku komunizmu. Wolność była tematem podrzędnym, podkreślając w niej najczęściej konieczność posłuszeństwa władzy. Człowiek był pojmowany w kategoriach podporządkowania, a nie jako podmiot wolności, miał zagubić swój indywidualny charakter. Miał w sobie pogodzić sprzeczności, żyć dwutorowo, godząc przeciwieństwa między językiem a rzeczywistością. Bowiem: „Człowiek ma zdolność (a nie wolność) do tego, by decydować o kierunku własnych działań – cnotę samokorygowania się, samouzgadniania, samokontroli. Cnotę, która rozciąga się aż do granic bycia kontrolowanym, dyscyplinowanym. To nie jest problem typu albo-albo (albo jest się wolnym, albo się jest kontrolowanym), lecz zarazem to – i – zarazem tamto. To nie jest układ sprzecznych (wolność – kontrola), lecz dopełniających się przeciwieństw (zarazem ma się wpływ i poddaje się wpływowi innych)”[41].

c. „Poprawność fałszu” – nowa nowomowa

W platońskim dialogu „Politeia”, wprowadzono zróżnicowane rozumienie kłamstwa. Jego zasadnicze znaczenie zdefiniowano przez kategorie kłamstwa prawdziwego, czystego fałszu, nie „zmieszanego” czyli „istotnego”. Według Sokratesa tak rozumianym kłamstwem prawdziwym jest zawarta w duszy trwała „niewiedza człowieka, który jest w błędzie”. Jest ona nie do przyjęcia, gdyż „wpuścić do duszy fałsz i mieć go tam na stałe, i być głupim, i zostawać w tym stanie, i nabawić się fałszu na stałe – tego by nikt za nic nie chciał – ludzie zgoła tego w sobie nie znoszą”[42]. Według sokratejskiego rozumienia bóstwa – takiego kłamstwa nienawidzą także wszyscy bogowie.

Drugim rodzajem kłamstwa, które może być nazwane kłamstwem mimetycznym, jest „fałsz zawarty w słowach”. Jest to pewna konstrukcja językowa, będąca „pewnym naśladowaniem stanu cechującego duszę (…), widziadłem które później powstaje”. To słowa, które mamią pozorami prawdziwości, które nie są trwałe, jak w przypadku kłamstwa prawdziwego, lecz chwilowe. To zjawa stworzona przez człowieka i osadzona w podstawowym medium międzyludzkiej komunikacji, czyli w jego słowie. Kłamstwo mimetyczne cechuje możliwość użycia, traktowania jak narzędzie, a używane najczęściej jako „lekarstwo” lub sposób rządzenia. Starożytność nie odrzuca jednoznacznie tego kłamstwa, jak w przypadku kłamstwa prawdziwego (zwanego też ontycznym). Może być ono przydatne, ale pod ściśle określonymi warunkami: gdy używają go „lekarze”, a nie „ludzie prywatni” celem zyskania pożytku dla państwa[43].

Elementy nowomowy można z łatwością znaleźć w języku współczesnej polityki krajów demokratycznych. Łączy się to z dążeniem do integracji i ujednolicenia zachowań społecznych, za pomocą języka, a pośrednio do sterowania społeczeństwem. Odbywa się to m.in. przez wprowadzenie jednostki w pewien świat symboli, czyli narzucenie jej określonego języka. Wyrażenia językowe nie tylko opisują rzeczywistość, nazywając poszczególne jej elementy, lecz również w pewien sposób ją interpretują, narzucając słuchaczom pożądany odbiór. Partie polityczne biorą udział w specyficznym wyścigu popularyzowania nowych magicznych terminów. I tak np. dla niemieckiej CDU z czasów K. Adenauera takimi słowami-kluczami były: „dobrobyt”, „gospodarka rynkowa”, „cud gospodarczy”, „wolny Zachód”, „Pakt Atlantycki”, „zagrożenie komunistyczne”. Dla SPD epoki W. Brandta charakterystyczne były słowa: „reforma”, „odprężenie”, „polityka pokojowa”, „pojednanie”, „sprawiedliwość społeczna”, „solidarność”. Wypowiadane były najczęściej w formie łagodnego apelu, wzywającego do współdziałania, bez wnikania w głębszy sens politycznych wezwań. Szczególnego typu „walka o słowa” dotyczyła prawa do używania sformułowań najważniejszych w politycznym słowniku, jak „wolność”, „demokracja”, „reforma” czy „sprawiedliwość”. Jednocześnie wszelkie debaty wskazywały na ich „polityczną wieloznaczność”, a w efekcie – najczęściej – zniekształcenie lub zagubienie znaczenia. Rodził się w ten sposób „teatralny słownik” polityków, przy analizie którego trudno znaleźć ich rzeczywiste racje czy znaki wiarygodności. Przemówienie z początku lat siedemdziesiątych XX wieku, niemieckiego polityka CDU, Kurta Biedenkopfa, interesująco opisuje ową „walkę o słowa”: „Język jest nie tylko środkiem komunikacji. Jak na to wskazują polemiki z lewicą, język jest też ważnym instrumentem strategii. To, co się dzieje w naszym kraju, jest nowym rodzajem rewolucji. Jest to rewolucja społeczna dokonywana za pomocą języka. Zajmowanie siłą cytadel (...) nie jest już dziś warunkiem rewolucyjnej zmiany porządku w państwie. Dziś rewolucje odbywają się inaczej: zamiast budynków należących do rządu zajmuje się pojęcia, za pomocą których opisujemy porządek państwowy, nasze prawa, obowiązki i nasze instytucje. Nowoczesna rewolucja obsadza je treściami, które uniemożliwiają opis wolnego społeczeństwa, a na dłuższą metę – życie w nim. Dziś przeżywamy rewolucję, która zagarnia nie środki produkcji, lecz pojęcia. Zagarnia pojęcia, a wraz z tym informację w wolnym społeczeństwie, okupując mass media, tj. te punkty, w których wytwarza się najważniejsze produkty wolnego społeczeństwa: informację polityczną”[44].

Obszarem nowomowy stał się język liberalizmu gospodarczego, filozoficznego i moralnego. Powołując się na wolność słowa i korzystając z niej, zapomina się o tym, że człowiek wolny najczęściej powtarza cudze myśli. Myślenie odrębne, samodzielne, niezależne od zbiorowych sądów i opinii, należy do rzadkości. Ta prawda jest wykorzystywana w propagowaniu idei wolności: dla dobra ludzi, w imię ich godności i praw, steruje się ich myśleniem na temat podstawowych zagadnień społecznych. Tworzy się system jednoaspektowego spojrzenia na człowieka, wskazując wyraźnie, jako na błędną, koncepcję „totalnej wizji człowieka w chrześcijaństwie”. Każda zaś polemika z tak pojmowaną „wolnością” jest traktowana jako atak na nią[45].

Kolejnym obszarem pojawienia się elementów nowomowy stała się reklama. Coraz wyraźniej widać jak wraz z powstawaniem wolnego rynku społeczeństwo polskie niepostrzeżenie zaczyna znowu żyć w rzeczywistości totalitarnej. Miejsce i funkcję nowomowy, jako łącznika między rządzącymi a społeczeństwem, zajął język reklamy – nowy znak władzy i panowania[46]. Reklama, jako część działalności marketingowej, wchodzi w skład środków i działań promocyjnych, do której oprócz niej zalicza się public relations (tzw. kształtowanie relacji – podawanie do publicznej wiadomości własnych osiągnięć), personal selling (sprzedaż osobistą) i sales promotion (promocję sprzedaży). Reklama przekazuje wiadomości związane z jakąś koncepcją, produktem lub usługą, by w ten sposób wytworzyć u odbiorcy klimat przychylności i spowodować działania oczekiwane przez nadawcę[47]. Nazywana jest „legalną perswazją”. Jak propaganda posługuje się ona zasadą prostoty, skuteczności i repetycji[48].

Bohater książki pt. „Trzecie kłamstwo” (1980), autorstwa K. Orłosia, w liście do syna stwierdza: „Żyjemy w systemie nowoczesnego niewolnictwa. Niewolnictwa umysłowego. Dyskryminacji myśli (...) zniewolenie nasze wynika z niemożliwości swobodnego posługiwania się słowem i wypowiadania własnych myśli oraz ze stosowania przez rządzących całego systemu nacisków bezpośrednich i pośrednich, aby słów używano w pewien określony sposób. Właśnie tak, jak przemawiają z trybuny lub tak, jak piszą wstępne artykuły w gazetach”[49].

Nowe normy poprawności językowej, w znacznej mierze dotyczące tzw. poprawności politycznej (z ang. political correctness) są dziełem wpływowych środowisk intelektualnych. Korzystając z wolności słowa i interpretując ją w sobie właściwy sposób powodują, że nawet najbardziej nonsensowne poglądy i postawy szkodliwe dla społecznego interesu, mogą być uznane za w pełni uprawnione, a nawet „jedynie słuszne”. Decydują o tym współczesne „autorytety kulturalne”: literaci, humaniści, ludzie mediów[50].

Idea political correctness zrodziła się w Stanach Zjednoczonych. W jej imię zlikwidowano „Murzynów”, zastępując ich „Afro-Amerykanami”; „Indian” zastąpiono Native Americans („rodowici Amerykanie”); „grubych” i „chudych” zastąpiono „horyzontalnie i pionowo ukształtowanymi”. Nie ma także „brzydkich pań”, lecz „osoby kosmetycznie odrębne”, „upośledzonych umysłowo” zastąpiono „odmiennie uzdolnionymi”. W sklepach nie ma już „czarnego chleba”, gdyż wyrażenie to kojarzy się rasistowsko. Jedno z pism, „New England Journal of Medicine”, lansowało, zamiast słowa „zwłoki”, określenie „osoba nieżyjąca”.

Prawdziwą karierę zaczęły robić w Stanach Zjednoczonych programy społeczne zmierzające do popularyzowania równości płci i rasy, nazywane affirmative actions. Sto tysięcy wyższych szkół i przedsiębiorstw zostało prawnie zobowiązanych do przyjęcia, zatrudnienia i awansowania, na zasadach uprzywilejowanych, Murzynów, Latynosów, członków „mniejszości seksualnych”, kobiet, bez względu na ich zdolności i kwalifikacje. Rezultatem tych działań było jednak, zamiast zamierzonej „afirmacji odmiennych”, postawienie na pierwszym miejscu w relacjach społecznych różnic rasowych.

W Niemczech, w ramach akcji „poprawności politycznej”, przestano używać słowa Gastarbeiter, nazywając go „zagranicznym współobywatelem”; Putzfrau (sprzątaczka) jest teraz Raumpflegerin („dbającą o przestrzeń”), a „alkoholik” stał się „uzależnionym od alkoholu”. Uczonym nie wolno badać inteligencji, szukając korelacji z podziałem na rasy; zakazuje się nawet wspominać o różnicach w kolorze skóry – ludzie dzielą się na „słonecznych” i „lodowych”. A radykalni brytyjscy zwolennicy „poprawności” domagają się zmiany tytułu powieści Josepha Conrada pt. „Murzyn z załogi Narcyza”[51].

„Polityczna poprawność” powstała jako efekt współczesnego kulturalizmu – skoncentrowania uwagi społecznej na formie działań w ramach kultury, pomijając istotną ich treść i znaczenie. Literatura, filozofia i sztuka stały się źródłem i nośnikiem nowoczesnych masowych ideologii. Kultura – dzięki swym mitom, symbolom i rytuałom – zajęła w społeczeństwie zsekularyzowanym miejsce religii. Dostarcza surogatów transcendencji, zbawienia, przeżycia mistycznego, obcowania z Absolutem, a także z drugim człowiekiem, zaspokajając w ten sposób jego duchowe potrzeby. Efektem tego nie jest jednak wzrost kultury, lecz jej upadek. Stając się bowiem pseudo-religią, wyjaławia się, kostnieje i zamiera. Tomasz Mann napisał: „Z chwilą, gdy kultura odpadła od kultu, sama siebie kultem czyniąc, jest już tylko odpadkiem i cały świat jest nią po upływie pięciuset lat tak zmęczony i przesycony, jakby ją 'salva venia' kotłami wyżerał”[52].

Jedną z konsekwencji kulturalizmu jest wprowadzenie w obręb życia politycznego estetycznych kryteriów wyboru. Wyrażenia typu: „kwestia smaku”, „zły gust”, „brak kultury politycznej”, „niedobry styl” – są kodami estetycznymi poddającymi się „salonowym” normom – arbitralnym, subiektywnym i nigdy nie definiowanym. Taki stan rzeczy umożliwia zachowanie środowiskom opiniotwórczym, zwłaszcza w świadomości znacznej części inteligencji, monopolu na „arbitrów elegancji politycznej”. [53]

Absolutyzacja stylu, czyli skupienie uwagi na „formie”, pociąga za sobą zobojętnienie na treść. W praktyce oznacza to rozmycie pojęć, arbitralność ocen i relatywizację wszelkich możliwych treści. Najczęściej jest to związane z absolutyzowaniem tolerancji i pluralizmu, rozumianych jako „godzenie wszystkiego ze wszystkim”. Dla zyskania tego typu „jedności” dopuszczalne jest swoiste preparowanie pojęć, stwarzając dla nich logicznie spójne uzasadnienia. Przykładem może być „konserwatywno-liberalny socjalizm” – powstały z redukcji treści pojęć „konserwatyzm”, „liberalizm” i „socjalizm”, porzucenia całej grupy problemów, będących dotąd spornymi w tych ideologiach (np. relacja między prawem boskim, naturalnym a stanowionym). Współczesną – tak rozumianą - kulturę cechuje coraz wyższy stopień monotonii - wszystko w jej obrębie jest teoretycznie dozwolone ( z wyjątkiem tego, co jest „political incorrect”), a zaprzeczenie czemukolwiek uchodzi za barbarzyństwo, wiąże się nawet z oskarżeniem o chęć wprowadzenia cenzury. Istotne są forma i styl, rozumiane niejasno, oceniane koniunkturalnie w kulturze i polityce. Nikt już nikomu nie przeczy, każdy „wyraża siebie”, a ponieważ nie ma już wspólnej płaszczyzny porozumienia, troski i zabiegania o jedno, poszczególne głosy rozlegają się w coraz większej pustce - bo każdy zaczyna mówić coraz bardziej do samego siebie. Nie warto do niczego się przywiązywać, gdyż w pluralistycznej kulturze wszystkie poglądy są warte tyle samo. Kultura jest tylko odmianą „gry”. Poszczególne grupy społeczne tworzą zamknięty - na rzeczywistość – obieg nowego rodzaju stereotypów, w imię: walki ze stereotypami. W obiegu tym myślenie nie jest potrzebne, gdyż najbardziej pożądana jest posłuszna reprodukcja słów, według ustalonego przez „autorytety” klucza. „Pozytywna” postawa odbiorcy – posłuszeństwo autorytetom, wiąże się z „negatywnym” jej odpowiednikiem – ostracyzmem wobec „oszołomów”, „frustratów”, „nienawistników” praktykujących „zły styl” w polityce. Zablokowanie możliwości krytyki autorytetów powoduje, że życie kulturalne polega na hołdowaniu kilku znakomitościom, przy niedopuszczalnym pytaniu o ich rzeczywiste kompetencje i mądrość. Myślenie na pewne tematy – „politycznie poprawne” – jest zarezerwowane dla autorytetów. W polityce pożądaną postawą jest „centrum” – jako „najmniej radykalna”, „wyważona”, „rozsądna”. Jest ona we władaniu „politycznie poprawnych” – ogłaszana każdorazowo jako „złoty środek” w danej sytuacji społecznej. „Zasada ruchomego centrum” polega na tym, że jest ono każdorazowo tam, gdzie się akurat znajdują „politycznie poprawni”[54].

W jednym z dialogów Sokrates przeciwstawił „myśli stojące” - zastygłe, smutne i jałowe (nekrofiliczne), „myślom chodzącym” - wystawionym na niepewność, lecz jednocześnie na niespodzianki i nieoczekiwane przygody (biofiliczne). A życie duchowe człowieka, w tym życie umysłowe, jest przeciwieństwem stagnacji i martwoty, w którą wpędza język nowo mowy. [55]

U korzeni chorych społeczeństw leżą pozbawione prawdy idee. Wyrazem ich są „chore” słowa, odarte ze znaczeń i możliwości budowania dobra. Język religijny jest poddany podobnym atakom, jak cały język, a jego siła przekazu i tworzenia słabnie. Dzisiejszy wierzący „żyje w warunkach konfliktu językowego. Język wspólnoty wiernych, do której należy orz język społeczny, w którym porozumiewa się z ogółem, nie odwołują się do tego samego kodu”. [56]

d. Epoka postprawdy i hejtu

Wszelkie oznaki rozpadu kultury dają o sobie znać w języku, jako podstawowym środku komunikacji, współtworzącej kulturę. Trudno mówić o rozpadzie języka w stosunku do języków naturalnych. Dla językoznawców język zdolny do obsługiwania kultur i społeczeństw rozwija się i żyje, podlegając rozmaitym wpływom, również destrukcyjnym, wynikającym z terroru działań politycznych lub z kryzysu kultury, bądź z kryzysu osobowości samych twórców.[57]

Zjawisko kryzysu słowa, a nawet rozpadu języka, we współczesnym świecie wiąże się z tzw. postprawdą. Sam termin pojawił się z początku lat 90. XX wieku Steve Resich, w artykule opublikowanym w czasopiśmie „The Nation” (1992) stwierdził, że afera Irangate czy wojna w Zatoce Perskiej zostały łagodniej potraktowane niż słynna afera Watergate. Oceniając tę rzeczywistość zwrócił uwagę, że to sami Amerykanie, „jako wolni ludzie, dobrowolnie zdecydowaliśmy, że chcemy żyć w świecie post-prawdy”. Nie mówił o kłamstwie, lecz o słabnącym znaczeniu prawdy, o powszechnej niechęci do konfrontowania swych poglądów z rzeczywistością. W takim też znaczeniu termin ten pojawiał się później w różnych publikacjach, które wskazywały na pewną strategie rządzenia, która polegała na unikaniu nazywania rzeczy po imieniu, schodzeniu prawdzie z drogi. Te praktyki zebrał i oceniał w 2004 roku Ralph Keyes w książce „The Post-Truth Era: Dishonesty and Deception in Contemporary Life”. Autor nie mówił wyłącznie o politykach, ale zbierał wiele przykładów z życia publicznego, które wskazywały na rozszerzanie się zjawiska mijania się z prawdą i tendencji do kłamania, jako stałej praktyce zachowań społecznych. Zjawisko to wytwarzało nową jakość. Wyznaczały je dwuznaczne wypowiedzi, nie będące ścisłą prawdą, które sytuowały się obok kłamstwa, nie będąc jednak zamierzonym kłamstwem. Proponowano je nazwać „ulepszoną prawdą” (Keyes), „neoprawdą”, „miękką prawdą”, „fałszywą prawdą”, „”prawdą dietetyczną”, „prawdą lajt”. Miała ona ogromne znaczenie społeczne, gdyż pozwalała uniknąć powiedzenia „twardej prawdy”, np. o tym, ze globalny kapitalizm wytwarza więcej chaosu niż porządku; że pogłębia nierówności, zamiast je znosić; napędza eksploatację planety; prowadzi do katastrofy ekologicznej; a państwa coraz mniej panują nad jego dynamiką”. W rezultacie niemówienia prawdy powstało szereg jej zastępników, a granica oddzielająca prawdę od fałszu ulegała coraz większemu zatarciu. Wznoszono gmach zbudowany z języka powstałego z obaw i lęków, czyniąc prawdę jej ofiarą. Zatracono granicę między uczciwością i nieuczciwością. A to prowadziło, jak stwierdził Keyes: do „zagubienia piętna, jakim wcześniej obarczano kłamstwo (…). Kłamstwo stało się w zasadzie wykroczeniem, za które nei sposób kogokolwiek obwiniać”. [58]

Redakcja słownika oksfordzkiego uznała termin „post-prawda” za słowo roku 2016. Jest ono pochodną zarówno manipulacji, świadomych i nieświadomych półprawd, jak też przekłamań i kłamstw, które funkcjonują w świadomości współczesnego człowieka oraz w subiektywistycznych postawach, które powtarzają, że „każdy ma swoją prawdę”. Gdy polski publicysta, Bronisław Wildstein, pisał o postprawdzie, odwołał się do opisu Friedricha Wilhela Nietzschego, niemieckiego filozofa: „Prawda to ruchliwa armia metafor, metonimii, antropomorfizmów, które po długim używaniu wydają się ludowi kanoniczne i obowiązujące. Prawdy są złudami, o których zapomniano, że nimi są, metaforami, które się zużyły i utraciły zmysłową siłę wyrazu”. [59]

Termin „postprawda” wykorzystuje prestiż sztandarowego pojęcia filozofii, jaką jest „prawda”, dodając do niego odpowiedni przedrostek („post”), który ma wskazywać na nową jakość i nowatorskie ujęcie znanego pojęcia. Funkcjonuje w obrębie zamkniętego obiegu informacji, w których jawne kłamstwa funkcjonują obok informacji zmanipulowanych i prawdziwych. Wszystkie razem nawzajem się uzupełniają, wzmacniają i potwierdzają. Do takich zamkniętych obiegów („baniek medialnych”) nie dopływa wiedza z zewnątrz, a czytelnicy czy słuchacze do zrozumienia i interpretacji informacji wykorzystują głównie wiedzę potoczną i to, co uważają za opinię większości. Postprawda uzyskuje więc jedynie i wyłącznie „społeczny dowód prawdy” (coś jest prawdziwe, bo większość lub wszyscy tak uważają), nie umożliwiając jakąkolwiek polemikę czy dyskusję zmierzającą do poznania prawdy. Powstają w ten sposób wzmacniające się i potwierdzające wzajemnie ciągi kłamstwa. Postprawda więc to rodzaj kłamstwa, który wynika ze wzajemnego wzmacniania się informacji prawdziwych, półprawd i kłamstw zamkniętych w medialnych systemach („bańkach”). [60] Ważniejsze od prawdy jest osobiste doświadczenie i subiektywne przekonanie. Jednostka pozbawiona jest wsparcia rozumu – świadomie pozbawia się ja rózróżnienia między tym, co posiada wsparcie intelektualne, a tym, co „się wydaje” – opisane dodatkowo zawiłym językiem, zrozumiałym dla niewielu. [61]Postprawda wskazuje na to, że w przestrzeni społecznej nie ma już miejsca na jakąkolwiek obiektywną prawdę. Poddające się powszechnej weryfikalności fakty są lekceważone, zastępowane przez tzw. narracje, budowane w oparciu i emocje i uprzedzenia, celowo potęgowane przez wspierające je media. W ten sposób odrzuca się jeden z fundamentów kultury europejskiej, opierającej się na poszukiwaniu prawdy. Ani jej poszukiwania, ani strzeżenie dorobku poprzednich pokoleń, a tym bardziej tworzenia dziedzictwa godnego przekazu na przyszłość, przestaje mieć racje bytu. [62]

Postprawda jest nazwana też „bronią matematycznego rażenia” (Cathy O’Neill – amerykańska blogerka i matematyczka). Podkreśla się przy tym powszechne stosowanie algorytmów, które dotyczą wielu ludzi, funkcjonują w oparciu o utajnione reguły, a mają destrukcyjne działanie, przynosząc negatywne skutki. Algorytm, analizujący aktywność użytkowników na portalach społecznościowych, można napisać tak, by zaskakiwał, odpowiadał temu, co subiektywnie dana jednostka lubi, podważał w wątpliwość jego poglądy lub wspierał społeczny dyskurs. Powstaje w ten sposób dodatkowy zarządzający strumieniem informacji ośrodek – sterujący automatycznie serwisami informacyjnymi, nie poddające się żadnej kontroli, a mające ogromny wpływ na wielu ludzi. Niemożliwe jest w tym strumieniu ochrona przed fake newsami, oddzielenie propagandy od faktów, poszukać wiarygodnych źródeł w zalewających społeczeństwo potoku informacji. Postprawda staje się nowym obliczem propagandy XXI wieku. [63]

Niesprawdzone lub jawnie fałszywe informacje przedostają się do obiegu społecznego z różnych źródeł. A ponieważ sam przekaz argumentów i faktów „nie działa”, przekazy adresowane są do emocji odbiorców. I tak np. podczas debaty nad pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej głos zabrało 10 ekonomistów – laureatów Nagrody Nobla. Komentarz, który był odpowiedzią na ich argumenty sprowadzał się do stwierdzenia: „Ludzie w tym kraju mają dość ekspertów”. A ekonomistów porównano do niemieckich naukowców, którzy byli posłuszni Hitlerowi. Podczas kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych, jak obliczał portal BuzzFeed, 20 najbardziej poczytnych fałszywych wiadomości o wyborach prezydenckich udostępniono 8,7 mln razy. Dla porównania: 20 prawdziwych doniesień miało 7,4 mln udostępnień. W ten sposób fałsz zdominował fakty. Sam kandydat brnął w absurdy, co nie przeszkadzało w efektywności jego kampanii. Obliczono, że 70 procent wypowiedzi przedwyborczych jednego z kandydatów w różnym stopniu mijało się z prawdą. Ale to wyborcy decydowali, które informacje są czytane, powtarzane i powielane. W ten sposób w rozbudowę postprawdy są zaangażowani wszyscy. [64]

Postprawda bazuje na rzeczywistości, którą myśliciele postmodernistyczni opisują jako „simulacrum”. Oznacza ono kopię bez oryginału. Współczesny świat jest pełen symulakrów, pustych znaków, pojęć i symboli, które nie odsyłają do żadnej rzeczywistości. Już dawno utraciły walor autentyczności, pozostając kopią dawnych znaczeń i pojęć. [65]

 

W 1982 r., w Coimbrze, w Portugalii, podczas spotkania z intelektualistami, Jan Paweł II wskazał na pięć obszarów, na których współcześnie prawda przegrywa z "zastępczymi wartościami":

1. Nowoczesna kultura, która przez całe wieki była duszą cywilizacji zachodniej, przechodzi kryzys; nie jest już zasadą ożywiającą i jednoczącą społeczeństwo, rozproszona nie jest zdolna do podjęcia swego zadania, jakim jest przyczynianie się do wewnętrznego wzrostu człowieka (ta utrata mocy i wpływu wydaje się mieć swe źródło w kryzysie prawdy).

2. Obiektywne widzenie prawdy często jest zastępowane stanowiskiem subiektywnym, bardziej lub mniej spontanicznym.

3. Moralność obiektywna ustępuje miejsca etyce indywidualnej, w której każdy zdaje się być sam dla siebie normą działania i godzi się na wierność wyłącznie tej normie.

4. Miejsce wierności zajmuje skuteczność.

5. Człowiek odnosi wrażenie, że żyje w społeczeństwie, w którym brak stałych wartości oraz ideałów.

Działalność polityków, ze względu na zakres i siłę oddziaływania społecznego, ma bardzo duży udział w wytworzeniu się we współczesnej kulturze wymienionych przez Papieża "obszarów kłamstwa". Polityka jako umiejętność zyskiwania poklasku, utrzymywania stanowisk i poszerzania obszarów wpływu stanęła w opozycji do obiektywnej prawdy, która nie ma dla niej zbyt wielkiej wartości. [66]

Znany, nieżyjący już polski filozof, J. M. Bochenski, zwracał uwagę, że całe ludzkie poznanie trzeba pojmować albo jako ujmowanie, albo jako tworzenie przedmiotu. Gdy nie ma woli podjęcia wysiłku, by poznać dany przedmiot, to opisując go – tworzymy alternatywną rzeczywistość, co ś podobnego, na wzór nieznanego w istocie przedmiotu. [67] Tworzy się wówczas świat nierozpoznanych przedmiotów. A ponieważ tendencja „tworzenia” wyraźnie współcześnie dominuje nad trudem poznawania, powstał świat złożony z obcych w istocie części i elementów. Amerykański socjolog, George Ritzer (ur. 1940) w pracy pt. „Globalization of Nothing” (Globalizacja niczego), z 2006 roku, wskazuje, ze człowiek współczesny „siedzi nigdzie, pije nic”. Różnica między „czymś” a „niczym” jest empiryczna, a nie aksjologiczna. Istotą globalizacji niczego jest wydajność, społeczna odmiana nowego rodzaju fordyzmu, który zamienił producentów z twórców na wykonawców, nieświadomych celu i sensu swej pracy. Podobnie proponowana konsumpcja niewiele ma wspólnego z zaspokajaniem potrzeb. Nie robi się zakupów, aby mieć co ubrać, tylko żeby coś kupić. Udziałem konsumenta jest „wieczne niezaspokojenie”. Podobnie dzieje się z innymi sferami życia społecznego: partie uprawiają „nie-politykę”; demokracja połączyła się z „nie-wybieraniem”; uczelnie coraz częściej są „nie-uniwersytetem”; wspólnoty religijne są często „nie-kościołami”; ludzie „nie-żyją”. Utrata istoty wielu pojęć stwarza świat obcy, tajemny, nie-nazwany. A język jest już za ubogi, aby ująć i opisać dokonujący się proces zaniku sensu i znaczenia wielu pojęć. [68]

W związku z tym pojawiły się propozycje odrzucenia jakiejkolwiek „metanarracji”, w tym naukowej. Dokonuje się to pod hasłami uwolnienia człowieka od nieustannego poszukiwania prawdy, odrzucenia „zadufanego w sobie” realizmu, który domaga się bezzasadnie korespondowania z faktami. Do pierwszych zadań nauki powinna należeć wolność konwersacji, a nie szukanie prawdy. Nauka będzie mogła wówczas cieszyć się wolną, niczym nie skrępowaną grą własnych pomysłów. Celem ma być uwolnienie nauki od uwięzienia w dogmatach, gdyż „kto pragnie teorii poznania, ten pragnie przymusu”. [69]

W ten sposób „uwolniona” nauka nie ma już języka, którym mogłaby się komunikować. Kolejnymi faktami, będącymi elementami dowolnej jej gry, stwarza nowy świat. Jest to świat pozbawiony ducha, a budowany najczęściej na nienawiści. Świat elektronicznych przekaźników stał się przestrzenią stwarzaną przez tzw. „hejt” – pełen nienawiści, pogardy, złości, adresowany do konkretnej osoby, jak i przedstawicieli danego narodu, płci, osób o innym światopoglądzie niż reprezentowany przez hejtera, wyznawców danej religii czy grupy politycznej.

„Hejt” (ang. „hate” = „nienawiść”) pojawił się w Internecie, wyrażany nie tylko za pomocą słów, ale też grafiki (memów, gifów), czy filmów – by łatwiej zapadał w pamięć odbiorców. Przekazywane w ten sposób treści nie mają żadnej wartości merytorycznej. To treści ukierunkowana wyłącznie przeciwko danej osobie lub grupie osób. [70]

Hejter (z ang. „hater” – „nienawistnik, przeciwnik, krytykant”) to określona osoba, która poświęca swój czas i zaangażowanie dla publikacji w internecie – najczęściej pod pseudonimem – agresywnych, obraźliwych i skrajnie krytycznych komentarzy. Te wystąpienia są postrzegane jako akty cyberprzemocy i psychicznego nękania (stalking). Często występuje w nich mowa nienawiści – adresowana najczęściej do osób publicznych. [71]

Polskie badania w 2017 roku – wywiady z grupą 6,5 tys. internautów) - wykazały, że hejter w Polsce to mężczyzna (stanowią 53 % hejterów) w wieku od 16 do 24 roku życia (aż 73% hejtujących), który ma wykształcenie średnie ogólnokształcące (35 %). Co piaty ma wykształcenie wyższe. Publikuje swe negatywne posty kilka razy w tygodniu. [72]

Psychologiczna analiza przyczyn hejtowania pozwalają sformułować tezy, że: hejtowanie przynosi ulgę (badania w Szwajcarii – oszukani w grze ekonomicznej w hejcie szukali uczucia ulgi, siły, poczucia sprawiedliwości); jest instrumentem pozwalającym każdemu podjąć czynienie zła (upowszechnia możliwość zemsty); zapewnia anonimowość i pośredniość, a tym samym bezkarność ; daje upust stereotypom i uprzedzeniom; niekiedy jest możliwą formą okazania zazdrości i niezadowolenia. [73]

Współczesny człowiek jest pełen nienawiści, a jeszcze częściej lęku i buntu. U podstaw jego nienawiści jest odmowa zaakceptowania siebie jako stworzenia, brak perspektywy teologicznej dla swego życia. Papież Benedykt XVI 20 lutego 2009 roku wyraził tę prawdę słowami: „Człowiek nie jest absolutem, tak jakby ‘ja’ mogło się oddzielić i postępować jedynie według własnej woli. Jest to sprzeczne z prawdą o naszym jestestwie. Prawdą o nas jest przede wszystkim to, ze jesteśmy stworzeniami, Bożymi stworzeniami, i żyjemy w relacji ze Stwórcą. Jesteśmy istotami stworzonymi do relacji. I tylko akceptując tę naszą relacyjność, dochodzimy do prawdy, w przeciwnym razie popadamy w zakłamanie, a zatem jesteśmy zależni od Stwórcy. (…) Być stworzeniem oznacza być kochanym przez Stwórcę, pozostawać w relacji miłości, którą nas obdarza, która nas uprzedza”. [74]

Ks. prof. Andrzej Zwoliński

 


[1] Por. K. Pawlina, Deficyt człowieczeństwa, Niedziela, 2015, nr 42, s. 29.

[2] A. Grajewski, Powrót człowieka pierwotnego. Rozmowa z dr. Michałem Łuczewskim, dyrektorem Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie, Gość Niedzielny, 2017, nr 21, s. 20 – 21.

[3] Por. T. Jaklewicz, Religia własnego „ja”, Gość Niedzielny, 2017, nr 6, s. 22 – 24.

[4] Por. G. Górny, Anioł Północy, Wydawnictwo Fronda – Warszawa, Wydawnictwo AA – Kraków, 2010, s. 120 – 123.

[5] Arystoteles, Retoryka – poetyka, PWN, Warszawa 1988, za: B. Allen, Prawda w filozofii, PAN Instytut Filozofii i Socjologii, Warszawa 1994, s. 23.

[6] Por. A. Siemianowski, Człowiek i prawda, Wydawnictwo W Drodze, Poznań 1986, s. 29.

[7] Por. K. R. Popper, W poszukiwaniu lepszego świata, Książka i Wiedza, Warszawa 1997, s. 210.

[8] Por. M. Opoczyńska, Dialog innych albo inne monologi. Przypisy do psychoterapii, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2007, s. 16 – 20.

[9] J. Puzynina, O pojęciu „manipulacji” oraz sensie wyrażenia „manipulacja językowa”, w: Nowomowa, Zeszyty Edukacji Narodowej. Dokumenty, wyd. ON, bmw. i r., s. 7 – 21. Zob. taż, Język wartości, Warszawa 1992, s. 203–223.

[10] Por. J. Bralczyk, Manipulacja językowa, w: Dziennikarstwo i świat mediów, pod red. Z. Bauera, E. Chudzińskiego, wyd. Universitas, Kraków 2000, s. 244 – 250.

[11] J. Kwaśniewski, O manipulowaniu w życiu społecznym, w: Manipulacja i obrona przed manipulacją. Sesja..., dz. cyt., s. 40 – 46. Por. J. Kirschner, Manipulować – ale jak? Osiem praw postępowania z ludźmi, przekł. M. Auriga, wyd. Sokrates, Warszawa 1994.

[12] M. Napiórkowski, Totalne teorie spiskowe, Newsweek Polska Extra, 2017, nr 2, s. 120 – 125.

[13] Por. P. Pomerantsev, Putin na wojnie z Zachodem, Newsweek Polska Extra, 2017, nr 2, s. 68 – 77.

[14] A. Pawlicka, Od upokorzenia do odwetu. Rozmowa z psychologiem i psychoterapeutą Wojciechem Eichelbergerem, Newsweek Polska Extra, 2017, nr 2, s. 108 – 113; S. Sierakowski, Świat, którego od dawna nie ma, Newsweek Polska Extra, 2017, nr 2, s. 11 – 19.

[15] Za: K. Lewicka, Jak się robi propagandę totalną. Rozmowa z prof. Eugeniuszem Cezarym Królem – historykiem i szefem Instytutu Studiów Politycznych PAN, Newsweek Polska Extra, 2017, nr 2, s. 22 – 29. Por. M. Woźniak, Słowa w służbie zwycięstwa, w: Tajemnice II wojny światowej, Super Album, 2019, nr 6, s. 84 – 85; tenże, Wojna na papierze, w: tamże, s. 86 – 87.

[16] Por. T. Targański, Kochał zwierzęta, uwielbiały go dzieci, Newsweek Polska Extra, 2017, nr 2, s. 44 – 49; J. Szczerba, Perły propagandy filmowej, Newsweek Polska Extra, 2017, nr 2, s. 30 – 43.

[17] Za: P. Osęka, Żeby ciemny lud to kupił, Newsweek Polska Extra, 2017, nr 2, s. 5.

[18] M. Klobusicka, Możliwości manipulacji w mass mediach, w: Kłamstwo w życiu publicznym, red. W. Zuziak, J. Mysona Byrska, seria: Etyka i życie publiczne, t. 2, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie Wydział Filozoficzny Katedra Etyki, Kraków 2009, s. 123 – 130.

[19] Jan Paweł II, Msza św. dla wiernych z diecezji warmińskiej, 6 czerwca 1991, w: Jan Paweł II, IV pielgrzymka do Ojczyzny, Wydawnictwo św. Stanisława B. M., Archidiecezji Krakowskiej, Kraków 1991, nr 5, s. 143 – 149.

[20] Por. M. Rembierz, Niszczycielska moc słów, Civitas Christiana, 2017, nr 1, s. 27.

[21] A. de Saint-Exupery, Mały książę, tłum. J. Kaczmarewicz-Fedorowska, Wyd. „Kama”, Warszawa brwyd., nr 21, s. 52 – 58.

[22] Za: J. Karpiński, Mowa do ludu. Szkice o języku polityki, wyd. Puls Publications, London 1984, s. 57.

[23] L. Kołakowski, Totalitaryzm i potęga kłamstwa, Kurs, 1984, nr 5, s. 2 – 10.

[24] P. Skórzyński, Smutna twarz mediów, Ład. 1994, nr 4 (485), s. 1, 7.

[25] M. Heller, Maszyna i śrubki, wyd. Pomost, Warszawa 1989, s. 227 – 229.

[26] I. Gołomsztok, Język artystyczny w warunkach totalitarnych, Kontynent, 1976, nr 7, przedruk: wyd. Vademecum, bmwyd. i r., s. 31.

[27] W. I. Iwanow, Nasz język, w: De profundis. Zbiór rozpraw o rosyjskiej rewolucji, wyd. NOW, Warszawa 1988, s. 125.

[28] L. Kołakowski, Totalitaryzm i zalety kłamstwa, Kurs, 1985, nr 12, s. 1 – 9.

[29] Historia Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) – Krótki kurs, przekład anonimowy, Warszawa 1948.

[30] L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu, cz. 3: Rozkład, Londyn 1988, s. 865.

[31] M. Głowiński, Rytuał i demagogia. Trzynaście szkiców o sztuce zdegradowanej, wyd. OPEN, Warszawa 1992, s. 26–31. Por. M. Eliade, Religia, literatura i komunizm. Dziennik emigranta, tłum. A. Zagajewski, Londyn 1990, s. 224 nn.

[32] A. Heinz, Kilka uwag o tzw. nowo-mowie, w: Nowomowa, Zeszyty Edukacji Narodowej, bm wyd. i r., s. 4.

[33] G. Orwell, 1984, tłum. J. Mieroszewski, wyd. ABC, Kraków 1981, s. 167.

[34] C. Miłosz, Zdobycie władzy, Paryż 1955, s. 6.

[35] T. Staliński, Cienie w pieczarze, Instytut Literacki, Paryż, s. 78.

[36] E. Cassirer, Współczesność..., dz. cyt., s. 166.

[37] J. Morawski, Lekcja nowomowy, Spotkania, 1992, nr 24 (75), s. 41 – 42.

 

[38] A. Kołłontaj, Siemia i kommunisticzieskoje gosudarstwo, Moskwa – Pitrograd 1924, s. 23. Por. J. Sadowski, Rewolucja i kontrrewolucja obyczajów. Rodzina, prokreacja i przestrzeń życia w rosyjskim dyskursie utopijnym lat 20. I 30. XX wieku, Interdyscyplinarny Zespół Badan Sowietologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, Wyd. Ibidem, Łódź 2005, s. 13 – 61.

[39] M. Heller, A. Niekricz, Utopia u władzy, t. 2, wyd. Wers, bmwyd. i r., s. 298.

[40] F. Dostojewski, Biesy, w: Dzieła wybrane, t. III, Warszawa 1984, s. 415 – 416.

[41] A. I. Wójcik, Wolnośc i władza, Kraków 2022, s. 24. Por. J. Konior, Historyczno-kulturowe źródła totalitaryzmu i anty-indywidualizmu w Państwie Środka, Nurt SVD, 2012, nr 1, s. 147 – 162.

[42] Platon, Państwo, Kęty 2003, Księga 382 B.

[43] Tamże, Księga 382 C oraz Księga III 389 B. Por. T. Homa, Zagadnienie kłamstwa w sferze politycznej życia publicznego. Między starożytnością a współczesnością – szkice filozoficzne, w: Kłamstwo w życiu publicznym…, dz. cyt., s. 177 – 189.

[44] Za: J. Puzynina, Szermierka na słowa, Spotkania, 1991, nr 25, s. 20 – 22. Por. P. Chmielewski, Kurs na lewo zakończony samobójstwem, Polonia Christiana, 2019, nr 66, s. 14 – 16.

[45] Por. K. Klauza, Media w dziele ewangelizacji, Nasz Głos, 1998, nr 9, s. 5 – 6; K. Czuba, Europa wobec kultury, Niedziela, 2019, nr 21, s. 14 – 15.

[46] T. Lisowski, M. Łuczak, Reklamowa nowomowa, Tygodnik Powszechny, 1998, nr 36, s. 7. Por. R. Kościelny, Dokąd zmierza technologia, a my razem z nią?, Warszawska Gazeta, 2019, nr 21, s. 22 – 23.

[47] 4. H. Brzostowski, Język reklamy, Warszawa 1975, s. 3.

[48] K. Skowronek, Reklama. Studium pragmalingwistyczne, Kraków 1993, s. 6.

[49] K. Orłoś, Trzecie kłamstwo, Paryż 1980, s. 209. Por. J. Wolak, Z kraju Jezusa i Pookonga, Polonia Christiana, 2019, nr 71, s. 6 – 7.

[50] Por. S. Dreich, Usprawiedliwienie kłamstwa w realizmie politycznym, w: Kłamstwo w życiu publicznym…, dz. cyt., s. 157 – 168.

[51] K. Grzybowska, Szaleństwo politycznej poprawności, Wprost, 2000, nr 52/53, s. 80–81.

[52] Za: A. Waśko, Autorytet kulturalny i polityczna poprawność, Arka, 1994, nr 49 (1), s. 5.

[53] Por. Cz. Ryszka, Legalizacja homoseksualizmu to wszczepienie komórek rakowych, Miesięcznik Kulturalny WPIS, 2015, nr 7 – 8, s. 61 – 63.

[54] A. Waśko, Autorytet kulturalny i polityczna poprawność, Arka, 1994, nr 49 (1), s. 3–16.

[55] Por. H. Promieńska, Zasada tolerancji w nauce i etyce, Katowice 1987, s. 32 nn.

[56] L. Gilkey, Nazwanie wichru, Warszawa 1976, s. 245. Por. J. Jałowiczor, Prawo do religii, GoścćNiedzielny, 2019, nr 47, s. 18 – 20; P. Kuglarz, Profanacja łamie prawo, Gość Niedzielny, 2019, nr 21, s. 28 – 29; Czarna księga prześladowań chrześcijan w świecie, red. J.-M. di Faleo, T. Radcliffe, A. Riccardi, przekł. B. Baran iin., Dom Wydawniczy Rebis, Poznan 2015.

[57] W. Pianka, Nie ma rozpadu języka!, w: Rozpad mitu i języka?, pod red. B. Czapik, seria: Prace Naukowe Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach nr 1324, Katowice 1992, s. 184–192.

[58] Zob. P. Czapliński, Niecała prawda o post-prawdzie, Niezbędnik Inteligenta. Polityka, 2017, nr 1, s. 12 – 14; L. Sosnowski, Narodowe fałszowanie rzeczywistości, Biały Kruk. Miesięcznik Kulturalny, 2019, nr 1, s. 5 – 8. Por. J. Scahill, Brudne wojny, tłum. J. Małecki, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014.

[59] Za: Z. Niemirski, On nie jest postprawdą, Gość Niedzielny, 2017, nr 19, s. 15.

[60] R. Cienmiek, Postprawda – niebezpieczne zjawisko. Rozmowa z prof. Malgorzatą Lisowską-Magdziarz, medioznawcza i semiotyk (UJ), w: Posprawda – propaganda XXI wieku, Internet: onet.wiadomości, 15 II 2017.

[61] A. Znatkiewicz, Historia płynie ze Wschodu na Zachód. Rozmowa z Timothy Synder, autorek książki „O tyranii”, Forum, 2017, nr 16, s. 68 – 70. Por. T. Rowiński, Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa, Wydawnictwo Benedyktynów, Tyniec 2015, s. 184 – 189.

[62] Por. Abp Marek Jędraszewski: przeciwko postprawdzie, gender i robocie, który został uznany za człowieka. Wykład inaugurujący Radę Konferencji Episkopatów Europejskich w Barcelonie, 28 marca 2017, w: Kościół i Wiara. Stary kontynent. Reportaż, w: Internet, 10 XI 2017; Abp Jędraszewski: żyjemy w świecie post-prawdy, w: http://www.pch24.pl/abp-jędraszewski-zyjemy-w-swiecie-post=prawdy, 50509,i.html, 22 VI 2017.

[63] C. O’Neill, Broń matematycznego rażenia, Suddeutsche Zeitung, w: Internet, dostęp: 14 XII 23017.

[64] M. Zimmerman, Po odrobinie postprawdy wszyscy mamy na rękach, Onet, w: Internet, 12 XI 2017.

[65] G. Gorny, Anioł Północy, Wydawnictwo Fronda, Wydawnictwo AA, Warszawa - Kraków 2010, s. 129 – 131.

[66] Por. A. Zaorska, Twórcy nienawiści, Warszawska Gazeta, 2019, nr 3, s. 28 – 31.

[67] J. M. Bocheński, Ku filozoficznemu mysleniu, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1986, s. 34.

[68] Por. J. Żakowski, Siedzimy nigdzie, pijemy nic. Rozmowa z George’em Ritzerem, Niezbędnik Inteligenta. Polityka, 2007, nr 16, s. 3 – 8.

[69] R. Rorty, Filozofia a zwierciadło natury, Wydawnictwo Spacja, Warszawa 1994, s. 281. Por. J.-F. Lyotard, Kondycja ponowoczesna, Aletheia, Warszawa 1997.

[70] Zob. A. Sierant, Hejt, czyli o mowie nienawiści w internevcie. Przyczyny i konsekwencje hejtu, w: https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/emocje/hejt-czyli-o-mowie-nienawisci-w-internecie.

[71] K, hejter, w:Słownik języka polskiego i poradnia językowa – Dobry słownik, w: DobrySlownik.pl. (27 VIII 2019).

[72] Raport Centrum Badań nad Uprzedzeniami we współpracy z Fundacja im. Stefana Batorego nt. zjawisk przemocy werbalnej wobec przedstawicieli grup mniejszościowych, w: https://www.rpo.gov.pl/sites/default/files.

[73] http://www.centrumprasowe.swps.pl. Por. M. Osiak, Kiedy krytyka zamienia się w hejt?, w: https://www.marcinosiak.pl.

[74] Benedykt XVI, Do alumnów Rzymskiego Wyższego Seminarium Duchownego, L’Osservatore Romano, wyd. polskie, 2009, nr 4, s. 28 – 29.

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: