Łukasz Warzecha: Pan Braun na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego

Warzecha_1024x1024.jpg
Autor:
Łukasz Warzecha
Warzecha-Braun-Nawrocki-RBN.jpg

Na jutro pan prezydent zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To ciało ma swój fundament w art. 135 konstytucji, który mówi: „Organem doradczym Prezydenta Rzeczypospolitej w zakresie wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa jest Rada Bezpieczeństwa Narodowego”. Oznacza to, że RBN (nie należy jej mylić z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, które jest stałą strukturą działającą przy Kancelarii Prezydenta) nie ma mocy decyzyjnej. Służy jedynie wymianie poglądów i informacji pomiędzy najważniejszymi osobami w państwie.  

Ciekawostką jest, że dokładny tryb działania RBN uregulował zarządzeniem dopiero pełniący obowiązki prezydenta RP pan Bronisław Komorowski w maju 2010 r. Obecnie obowiązuje zarządzenie z marca 2016 r., podpisane przez pana prezydenta Dudę. Mówi ono, kto wchodzi w skład RBN. Są to marszałkowie Sejmu i Senatu, premier, szefowie MON, MSZ, MSWiA, szefowie KPRP i BBN (ten ostatni jest zarazem sekretarzem rady) oraz „szefowie ugrupowań politycznych posiadających klub parlamentarny lub poselski albo przewodniczący tych klubów”. Jednocześnie prezydent RP może zaprosić do udziału w obradach byłych prezydentów, premierów, a także „inne osoby, których udział jest wskazany ze względu na przedmiot rozpatrywanych spraw”.

Z przepisów wynika zatem, że pan prezydent Nawrocki nie musi gościć na RBN przedstawicieli Konfederacji Korony Polskiej, ugrupowanie to nie posiada bowiem klubu poselskiego, a jedynie koło, mając w Sejmie trzech przedstawicieli. Na tej samej zasadzie w RBN nie musieliby brać udziału przedstawiciele partii Razem, również mający tylko koło, złożone z 4 posłów. Z tego punktu widzenia zatem rację mają ci politycy koalicji rządzącej, którzy wskazują, że zaproszenie ludzi Korony to swobodna decyzja głowy państwa, a nie obowiązek.

Zróbmy to razem!

Zarazem jednak przeciwko zaproszeniu przedstawicieli KKP – które w sondażach odnotowuje poparcie na poziomie od 7 do 10 proc., czyli wyraźnie wyższe niż poparcie dla dwóch spośród trzech koalicjantów partii pana Tuska – nie pada żaden merytoryczny argument. Wszystko kończy się na hasłach i pokrzykiwaniach o ruskich onucach. Najzabawniejszy jest pod tym względem list do pana prezydenta oraz wpis na X pana marszałka Czarzastego, który stwierdza, że lepiej byłoby, gdyby informacje z RBN nie znalazły się u Władimira Putina. Pisze to człowiek, który przez znaczną część swojego życia związany był z formacją uzależnioną od Związku Sowieckiego i mającą z Sowietami intensywne kontakty, który przystąpił do niej najpewniej jeszcze w czasie trwania stanu wojennego (dokładna data wstąpienia do PZPR nigdzie się nie pojawia, znamy jedynie rok: 1983) oraz który nie wypełnił jako wicemarszałek Sejmu ankiety bezpieczeństwa, dającej dostęp do informacji ściśle tajnych.

Przy tej ostatniej sprawie trzeba się na chwilę zatrzymać. Po pierwsze, wszyscy posłowie z mocy prawa mają dostęp do informacji tajnych (to poziom niżej od ściśle tajnych). Po drugie, pan Czarzasty faktycznie nie poddał się procedurze, uprawniającej do dostępu do informacji ściśle tajnych, ale też, wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, nie musiał tego robić. Art. 34 ustawy o ochronie informacji niejawnych wymienia funkcje, które zwalniają z postępowania w sprawie dostępu do informacji niejawnych, a wśród osób z urzędu zwolnionych z niego również w kwestii informacji ściśle tajnych jest marszałek Sejmu. Zwykli posłowie, którzy potrzebują dostępu do takich informacji, tę procedurę muszą już przechodzić. Procedurę, trzeba dodać, nadzwyczaj uciążliwą, przykrą i wymagającą odkrywania przed służbami swoich najbardziej intymnych spraw.

Nie zmienia to faktu, że gdyby szukać w przeszłości powiązań, dających możliwe przełożenie na lojalność polityka wobec polskiego państwa, to w życiorysie marszałka Sejmu znalazłoby się ich wiele, zapewne znacznie więcej niż w życiorysie pana Grzegorza Brauna.

Przede wszystkim jednak ważne jest jasne postawienie granicy insynuacjom. Owszem, zaproszenie przedstawicieli KKP na RBN wynika z wolnej decyzji pana prezydenta. Ma to jednak uzasadnienie w obiektywnych czynnikach. KKP ma w Sejmie koło, cieszy się znaczącym poparciem społecznym, a wobec kierownictwa tego ugrupowania nie są prowadzone żadne działania, które pozwalałyby stawiać tezę o realizacji przez nie zewnętrznych wpływów. Fakt, że komuś nie podobają się opinie ludzi Korony (ja również wiele z nich uznaję za błędne i chybione), nie oznacza, że można rzucać lekko oskarżeniami o onucyzm czy sprzyjanie obcym wpływom. Jeśli ktokolwiek spośród szermujących takimi twierdzeniami polityków ma jakieś twarde informacje lub choćby uzasadnione podejrzenia, powinien je przecież jak najszybciej zgłosić do ABW. Jeśli tego nie robi, to albo naraża bezpieczeństwo państwa, albo rzuca wobec ugrupowania pana Brauna bezpodstawne, bardzo poważne oskarżenia.

O co tu chodzi w planie czysto politycznym – to jest chyba całkowicie jasne. Pan Braun jest w tej chwili funkcjonalnie sojusznikiem koalicji rządzącej. Nim straszyć, a zatem również mobilizować „uśmiechniętych” wyborców jest najłatwiej, bo serwuje najradykalniejszy przekaz. Znacznie trudniej sięgać po względnie umiarkowaną Konfederację czy bezbarwnie centrowy Rozwój Plus. Można jeszcze posługiwać się PiS-em, szczególnie po ostatnim wystąpieniu pana Kaczyńskiego w Krynicy, ale to też nie jest metoda najskuteczniejsza, bo aby zadziałała, letni wyborcy KO, którzy rozważają pozostanie w domach w dniu głosowania jesienią przyszłego roku, musieliby wierzyć, że PiS ze starzejącym się prezesem na czele stanowi wciąż realne zagrożenie. Tę wersję zaś coraz trudniej im sprzedawać.

Grzegorz Braun natomiast nadaje się znakomicie do roli straszaka w sytuacji, kiedy największym zmartwieniem KO i jej lidera będzie zmobilizowanie do głosowania tej grupy wyborców z 2023 r., którzy zniechęcili się nie tylko do samej Koalicji Obywatelskiej, ale do polityki w ogóle.

Łukasz Warzecha

Warzecha_1024x1024.jpg
Autor:
Łukasz Warzecha
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: