Morawiecki u Rymanowskiego: między "Piątką dla zwierząt" a wyrokiem w sprawie aborcji

Nic nie podpisał, o niczym nie decydował; za niepowodzenia, szkodliwe decyzje oraz podziały odpowiedzialni są politycy innych frakcji, eksperci zewnętrzni i prezes partii. Tak – w telegraficznym skrócie – były premier i lider klubu parlamentarnego Rozwój+ Mateusz Morawiecki odpowiadał na pytania dotyczące bilansu swojego rządu. Teraz kreuje się na „nową siłę” z czystą kartą i głosi poglądy, które spodobają się wielu wyborcom prawicy.
Polityk był w poniedziałek wieczorem gościem programu Rymanowski Live. Przekonywał o „sprawczości” swojego gabinetu „w roku 2018, 2019, 2020, kiedy realizowali pierwszy budżet bez deficytu, dbali o miejsca pracy, przyciągali nowych inwestorów”.
- Mamy na to plan, potrafimy zrealizować rzeczy, które w ewidentny sposób mój główny przeciwnik polityczny, czyli pan Donald Tusk, nie potrafi realizować – obiecywał na przyszlość.
Źródeł dzisiejszej silnej krytyki jego rządu ex-premier upatruje w niechęci ze strony frakcji Solidarnej Polski, która „przejęła narrację” wewnątrz Zjednoczonej Prawicy.
Dlaczego przyszedł spadek popularności PiS? Sondażowe poparcie osiągnęło w pewnym momencie 45 procent, a potem gwałtownie się załamało.
- Wtedy, kiedy pewien działacz PiS-u przyszedł do prezesa Prawa i Sprawiedliwości z tak zwaną „Piątką dla zwierząt”. Wiele osób odradzało to prezesowi, ale ten młody działacz rzeczywiście bardzo mocno pchał ten projekt do przodu wbrew naszym posłom, wbrew Sławkowi Skwarkowi, wbrew Ryszardowi Bartosikowi, wbrew Ani Kwiecień – wyjaśniał Morawiecki.
- A pan jak zagłosował w sprawie „Piątki dla zwierząt”? – padło pytanie.
- Zagłosowałem lojalnie do kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości – przyznał polityk.
Prywatnie za „kompromisem aborcyjnym”
Jak się wyraził, „Piątka” była „katalizatorem, który spowodował, że grupa tak zwanych konserwatystów u nas wówczas rzuciła się panu prezesowi do gardła i błagała razem z Solidarną Polską, żeby zrobił wszystko aby przykryć teraz te pierwsze spadki sondażowe i żeby wymusić wyrok w sprawach aborcyjnych”.
- Ja jako przeciwnik aborcji byłem wtedy zdania, że ta zmiana doprowadzi do katastrofy w tym sensie, że nastąpi tąpnięcie sondażowe. I niestety miałem rację, bo trzeba było się trzymać tego kompromisu. Mieliśmy „Czarne Protesty” na ulicach i wtedy bardzo potężny spadek notowań – przekonywał lider Rozwoju+.
W jego perspektywie, następujący potem zjazd o około 10 procent był już trwały i nigdy nie został odwrócony. Utraceni wyborcy w dużej części przerzucili swoje poparcie na ugrupowanie Szymona Hołowni.
Czy zatem obecne stowarzyszenie a przyszła partia Morawieckiego opowiada się za powrotem do tak zwanego kompromisu aborcyjnego?
– Jeżeli byłaby taka możliwość, to ja się opowiadam za tym, ponieważ w naszej partii jest wolność sumienia. W naszej partii jest skrzydło mocno konserwatywne i skrzydło, które w mniejszym stopniu... Ja jestem w centrum, w samym środku tego ugrupowania. Absolutnie w sprawach tak fundamentalnych nie chciałbym być niczyim sumieniem, czy nie chcę być królem sumień, bo nie jestem królem, ale przywódcą sumień – przekonywał były szef rządu.
- Byłbym za powrotem do kompromisu, dlatego że Polska dzisiaj w tak bardzo trudnej sytuacji politycznej i geopolitycznej, w konfliktach, które są wokół nas i które powodują te kryzysy wojny, załamanie ciągłości, łańcuchy dostaw, że obudzimy się rano, możemy się obudzić rano w innym świecie – mówił.
Morawiecki wygłosił w tym miejscu ideologiczną deklarację, z której wynika, że nie zamierza stawiać faktycznego oporu lewicowej rewolucji obyczajowej w naszym kraju.
- Dzisiaj Polska nie potrzebuje zacietrzewienia wokół sporów ideologicznych. Ja mam swoje zdanie, jestem absolutnie przeciwny aborcji, jestem przeciwny małżeństwom homoseksualnym, ale nie chciałbym, żeby dzisiaj walka polityczna toczyła się o to. Chcę, żebyśmy mówili o wzmocnieniu gospodarki, o wzmocnieniu bezpieczeństwa, o przywróceniu trendu rynku pracownika w większej ilości miejsc pracy, o tym jak zrobić, żeby młodzi znowu nie myśleli o wyjechaniu z Polski – twierdził.
Cały PiS za KPO
Jedno z pytań dotyczyło zarzutów o zgodę Morawieckiego na pseudoekologiczną politykę Unii Europejskiej i podpisanie się pod „Zielonym Ładem”.
- Oni kłamią. Wiele razy udowadniałem punkt po punkcie, że nie podpisałem Zielonego Ładu i nikt tego nie zakwestionował w sposób realny – padła odpowiedź.
- Czy nie grał pan w ogóle na własną rękę? Nie podjął pan żadnej decyzji, która nie byłaby skonsultowana? – dociekał Bogdan Rymanowski.
- Absolutnie. Wszystkie kluczowe decyzje zawsze były konsultowane, były negocjowane, były dyskutowane, były przedstawiane. Czasami się nie zgadzałem z czymś i to moje było na wierzchu. Natomiast jako ciekawostkę powiem panu, że nigdy nie została przyjęta przez nas żadna warunkowość. A rozporządzenie [o tym] przegłosowane zostało wbrew Polsce i nigdy wobec Polski zresztą nie zostało zastosowane – twierdził ex-premier.
Co odparła na zarzuty przeciwników i wyborców, że w swoim czasie był doradcą Donalda Tuska?
- Prezes [Kaczyński] wie, że nigdy nie byłem żadnym doradcą Tuska. Byłem w Radzie Gospodarczej, w której było wielu prezesów banków. Zresztą byłem też, z innymi prezesami banków, doradcą pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wszystkim przypomnę, że to było po upadku Burstein i Lehman Brothers. Rozpoczął się wielki kryzys, nazwany kryzysem finansowym bądź kryzysem długu publicznego. Prezesi banków wtedy, którzy obserwowali 360 stopni mikro-, makrogospodarkę, detal, hurt, świat korporacyjny, wiadomo było, że widzą, co się dzieje. Są tymi, którzy trzymają papierki lakmusowe. W związku z tym pan prezydent Lech Kaczyński zapraszał mnie i ja byłem wówczas gościem w Pałacu Prezydenckim. Dużo częściej z nim rozmawiałem, a Donald Tusk na Radę Gospodarczą w czasie, kiedy ja tam byłem, przyszedł jeden raz na pół godziny. I to był mój kontakt z nim. Pierwsze przyjęcie tej nominacji i przyjęcie rezygnacji – tłumaczył gość programu.
„Dlaczego naiwnie pan podpisywał kamienie milowe? Polakom mydlił oczy, że wszystko idzie dobrą drogą, a został pan ograny jak dziecko. Jakie mamy podstawy, aby panu zaufać ponownie?” – pytał jeden z internautów.
- Niczego naiwnie nie podpisywałem – odpowiedział. Według niego, na polecenie szefostwa partii przygotowana została propagandowa kampania billboardowa z hasłem o 770 miliardach złotych, które z tytułu Krajowego Planu Odbudowy mają trafić do Polski. Z kolei tak zwane kamienie milowe były efektem zapotrzebowania zgłaszanego przez poszczególne ministerstwa. Natomiast kapitał, pieniądze z KPO były Polsce absolutnie niezbędne.
Głosowanie przez Polskę za KPO było natomiast zdaniem Mateusza Morawieckiego efektem kompromisu wynegocjowanego z Brukselą i uzgodnionego przez samego premiera, prezydenta Dudę oraz prezesa Kaczyńskiego.
- Wszyscy się wtedy zgodzili. Cały PiS się zgadzał z tym i w entuzjazmie głosował za KPO, po czym później Solidarna Polska dokonała dwóch wrzutek do ustawy, która już była gotowa. I zmieniła wszystko, że tak powiem, „na abarot”. Wywróciła do góry nogami i doprowadziła do tego, że to KPO nie zostało skonsumowane przez nas – tłumaczył.
Ukraina bez Bandery
Bogdan Rymanowski nawiązał do niedawnego „grilla” zainicjowanego przez gościa audycji. Były polityk Jan Rokita miał tam wyrazić przekonanie, że „najważniejsze jest to, żeby istniało w ogóle państwo ukraińskie, niezależnie od tego, czy będzie miało na sztandarach Banderę, czy kogokolwiek”. – Czy pan również tak uważa, że jeśli Kijów będzie czcił jednak jako swoich bohaterów żołnierzy SS Galizien, czy taki Kijów ma być naszym sojusznikiem? – spytał dziennikarz.
– Nie, absolutnie nie ma najmniejszej mojej zgody na to, żeby Kijów czcił bohaterów UPA, SS Galizien czy OUN; czy tego typu zbrodniarzy. Uważam, że najważniejszą rzeczą jest to, żeby Rosja nie wygrała tej wojny, natomiast nie ma najmniejszej zgody mojej na to i całego naszego środowiska Rozwój+, żeby Ukraina czciła bohaterów – obiecywał. Stwierdził, że jako prezes banku angażował się na rzecz upamiętnienia ofiar Rzezi Wołyńskiej.
Morawiecki podczas wywiadu stwierdził też, że prezes Prawa i Sprawiedliwości „groził wyrzuceniem z partii tym europarlamentarzystom, którzy mieliby nie głosować za dziewięćdziesięciomiliardową pożyczką” na rzecz Ukrainy, którą spłacać mają państwa UE.
- Ja bym prowadził zdecydowanie bardziej asertywną, ostrą politykę wobec Ukrainy w porównaniu do tego, co robi mój następca, obecny premier i jego rząd. I doprowadziłbym do tego w skuteczny sposób, żeby polski biznes skorzystał na ewentualnej odbudowie Ukrainy, a ja tego dzisiaj nie widzę. Spotkałem się kilka dni temu z gronem przedsiębiorców, którzy mają częściowo biznesy na Ukrainie. Narzekali, że nie mają żadnego wsparcia po stronie polskiego MSZ, polskiego Ministerstwa Rozwoju czy tam Gospodarki, polskiego Ministerstwa Finansów w ekspansji na Ukrainę, a chcieliby robić te biznesy. Tutaj jest niestety marazm i nieróbstwo tego systemu – „tuskizmu” – mówił.
Źródło: Rymanowski Live/You Tube
Not. RoM






