Nadchodzi czas napięć. Kacper Kita: Zamieszki we Francji nie skończą się szybko

epa13314523.jpg
PAP/EPA/MOHAMMED BADRA

Zamieszki we Francji są wyjątkowe zarówno ze względu na ich skalę, jak i tłumaczenia rządu. Władze Republiki Francuskiej przyznają, że odpowiedzialność spada na skrajną lewicę. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie sytuacja będzie pełna coraz ostrzejszych napięć. Mówił o tym w rozmowie z PCh24.pl red. Kacper Kita z Nowego Ładu.


PCh24.pl: Francja przyzwyczaiła świat do regularnych obrazów z zamieszek. Czy te obecne są w jakiś sposób szczególne?

Kacper Kita, Nowy Ład: Aktualne protesty są wyjątkowo duże. Jednak co kluczowe, aparat państwa przyznaje, że nie radzi sobie z sytuacją – i że odpowiedzialność za te protesty ponosi skrajna lewica.

Zróbmy to razem!

To jakaś nowość?

Tak, bo w poprzednich sytuacjach tego rodzaju takie tłumaczenia nie pojawiały się w komunikatach rządu. Prezydent Emmanuel Macron rozpoczął swoje niedzielne orędzie do Francuzów od stwierdzenia, że po przemoc w miastach sięgnęły grupy skrajnej lewicy wraz z bandytami. Podobnie zrobił minister spraw wewnętrznych, kiedy pierwsza fala zamieszek przeszła przez Francję kilka tygodni temu. Rząd obwinia wprost również Francję Niepokorną, czyli partię Jeana-Luca Mélenchona. To polityczny przełom, bo do tej pory jako zagrożenie dla Republiki wskazywano zawsze tak zwaną skrajną prawicę. „Demonami” byli Jean-Marie Le Pen czy później jego córka, Marine Le Pen. Teraz władze wprost przyznają, że za zamieszki odpowiedzialna jest przynajmniej częściowo skrajna lewica, która dąży do rozsiewania chaosu i dokonywania zmian politycznych drogą przemocy. 

Rzeczywiście tak jest, że to lewica jest odpowiedzialna za wydarzenia na ulicach francuskich miast?

Nie jest oczywiście tak, że ktoś panuje nad wszystkim, co się dzieje. Nie ma żadnej centrali, która planowałaby ataki na konkretne sklepy czy policjantów. Skala chaosu jest naprawdę duża. Mówimy o niecałych dwóch dniach, ale rannych zostało już blisko tysiąc policjantów, żandarmów i strażaków; zatrzymano 2400 osób. Zaatakowano wiele instytucji publicznych, podpalono też symboliczny i zabytkowy ratusz w Limoges. Według słow byłego premiera Édouarda Philippe’a, który jest głównym kandydatem obozu rządzącego do zastąpienia Macrona, w samej Marsylii w zamieszki zaangażowanych jest 30 tysięcy osób. Francuski aparat państwowy jest w rosnącym stopniu przerażony aktualnym biegiem wypadków…

A jaką rolę pełnią w tych zamieszkach imigranci?

Grupy ludzi pochodzenia migracyjnego są zaangażowane w przemoc i kradzieże, razem z rodzimymi francuskimi bandytami. To w ogromnej części elektorat Mélenchona. Trafia do nich opowieść o „nowym ludzie” albo „nowej Francji”, która ma się dopiero wyłonić. 70 proc. głosujących muzułmanów poparło w poprzednich wyborach Mélenchona. Szef Francji Niepokornej ma wśród ludzi z rodzin pozaeuropejskich czterokrotnie wyższe poparcie niż wśród tych, których oboje rodzice są rdzennymi Francuzami.

Czy lewica w świadomy sposób dąży do wykorzystania przemocy i swojego imigranckiego zaplecza, chcąc osiągnąć jakiś konkretny cel polityczny?

Nie jest jasne, na ile  Mélenchon kontroluje całą tę sytuację. Sądzę, że raczej w ograniczonym stopniu. W wywiadach, których udziela, mówi, że nie popiera przemocy jako takiej. Odpowiedzialność za aktualne wydarzenia zrzuca jednak na rząd, rasizm, przemoc policyjną i tym podobne zjawiska. Użył nawet ciekawej frazy, zgodnie z którą nieporządek jest częścią życia społecznego – już od starożytności i czasów Demokryta. Według Mélenchona, to z konfliktu mogą rodzić się nowe rozwiązania. Jest erudytą i człowiekiem nie tylko inteligentnym, ale również obdarzonym ogromną charyzmą. Pytany, czy dopuszcza rewolucję jako formę przewrotu politycznego, mówi z pewnym sentymentem, że takie rozważania na lewicy prowadzi się od dekad, a cała sztuka w tym, żeby przeprowadzić rewolucyjną zmianę polityczną we właściwy sposób, mając na celu dobro ludzi. 

Czego Mélenchon może oczekiwać po tych zamieszkach?

Za niecałe sześć miesięcy odbędą się we Francji wybory prezydenckie. Mélenchon chce wejść do drugiej tury. Podsycanie zamieszek to droga do mobilizacji własnego elektoratu – muzułmańskich migrantów oraz rodzimych lewicowców, bardzo niezadowolonych z sytuacji ekonomicznej i politycznej. Ważną rolę odgrywają tu również związki zawodowe, które są organizatorami pokojowej części obecnych protestów. Trzeba pamiętać, że w manifestacjach wzięły udział setki tysięcy ludzi – według policji 550 tysięcy, według organizatorów 800 tysięcy. Demonstracje mają zatem masowy charakter. Mélenchon chciałby zatem wejść do II tury wyborów prezydenckich. Prawdopodobnie przegra z Marine Le Pen, ale będzie mógł występować jako główny przywódca opozycyjny. Obdarzony statusem tego, który zaszedł najwyżej, z ulicą po swojej stronie – będzie mobilizować ludzi przeciwko Marine Le Pen, twierdząc, że to faszystka u władzy i że trzeba ją powstrzymać. Będzie starał się kontrować ewentualny przyszły rząd, korzystając z narracji proislamskiej oraz prosocjalnej. To logika wyniszczania centrum i kompromitacji tak zwanych sił umiarkowanych, nakierowana na frontalną konfrontację obozu Mélenchona z obozem Marine Le Pen.

Czy ten narastający chaos da się opanować przy użyciu metod właściwych dla demokracji liberalnej? Skoro już dziś rząd przyznaje, że nie radzi sobie z zamieszkami – co będzie w przyszłości, kiedy nastąpi eskalacja pomiędzy opisanymi dwoma obozami?

Z tym wyzwaniem będzie musiał zmierzyć się przyszły rząd. Ekipa Emmanuela Macrona nie ma już żadnego pomysłu. Chce po prostu dotrwać do końca czasu, który jej pozostał. Macron nie zaproponował nic oryginalnego; potępił tylko przemoc i stwierdził, że jest otwarty na wysłuchiwanie roszczeń poszczególnych grup społecznych, na przykład w kwestii edukacji. Francję czekają w najbliższych miesiącach liczne głosowania. Dwie tury wyborów prezydenckich, później dwie tury wyborów parlamentarnych… Jeżeli zwycięży Marine Le Pen, prawdopodobnie odbędzie się też kilka referendów w sprawie rewizji konstytucji oraz zmiany polityki migracyjnej. Sądzę, że tym głosowaniom będą towarzyszyć ogromne emocje, a w związku z tym prawdopodobne są kolejne demonstracje, zamieszki i przemoc polityczna. Pytanie, na ile państwo będzie w stanie nad tym zapanować, jest kluczowe, a zarazem otwarte. Póki co można powiedzieć tylko tyle, że najpewniej czekają nas lata kotłowaniny, w której aparat państwa będzie musiał w coraz ostrzejszy sposób odpowiadać na rozruchy; a to z kolei nie pozostanie bez reakcji tych, którzy dziś te rozruchy podsycają. 

Czy francuska demokracja liberalna to przetrwa?

Przy obecnym poziomie napięć na tle politycznym, etnicznym i religijnym rozwiązanie problemów będzie trudne bez zakwestionowania paradygmatu prawno-człowieczego. Jeżeli Marine Le Pen dojdzie do władzy, to znając jej metodę, będzie pewnie próbować kamuflować swoje pomysły jako liberalno-demokratyczne. To są wybiegi retoryczne: mówi na przykład, że nie jest przeciwko muzułmanom, ale noszenie hidżabu na ulicy jest formą totalitarnej ideologii islamizmu, którą trzeba zwalczać. 

Co z siłą polityczną Francji jako aktora międzynarodowego? Wydaje się, że tak poważne trudności wewnętrzne mogą doprowadzić do zmniejszenia wagi państwa francuskiego w Unii Europejskiej. 

Obecne wydarzenia i nadchodzące lata mogą wpłynąć negatywnie na to, jak Francja jest postrzegana przez partnerów politycznych czy inwestorów. Jeżeli zwycięży Marine Le Pen albo ewentualnie Jean-Luc Mélenchon, to ich rządom będzie współtowarzyszyć duża chęć rewizji polityki unijnej. Przykładowo kilka dni temu Marine Le Pen ponownie wezwała do likwidacji Komisji Europejskiej, co stanowi werbalną sygnalizację planu konfrontacji z Ursulą von der Leyen. Nie sądzę jednak, by waga Francji w polityce europejskiej miała się zmniejszyć. Konsensus w sprawach polityki zagranicznej jest we Francji dość duży. Problemy wewnętrzne nie przekładają się bezpośrednio na politykę zagraniczną. Można dyskutować co do szczegółów polityki wobec Ukrainy, ale nie należy spodziewać się rewolucji. 

Dziękujemy za rozmowę.

PCh24.pl

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: