Niemieckie media: TSUE decyduje za rządy. Unijny trybunał chce władzy

Niemiecki dziennik „Süddeutsche Zeitung” zwrócił uwagę na polityczną aktywność TSUE, które coraz częściej rozstrzyga ważne spory społeczne. Unijna instancja wchodzi przy tym w rolę politycznego agenta.
Przyczyną krytyki stał się wyrok TSUE w sprawie wytoczonej Węgrom przez Komisję Europejską. Trybunał orzekł 21 kwietnia, że węgierska ustawa o „ochronie dzieci” jest niezgodna z prawem unijnym, a zwłaszcza z zakazem „dyskryminowania ze względu na płeć i orientację seksualną”. W ocenie TSUE ustawa naruszała też prawo do godności i życia prywatnego oraz swobodę wypowiedzi - przypomina „SZ”.
Redakcja przypomniała, że obóz premiera Węgier Viktora Orbana przeforsował w 2021 r. prawo o „surowszych środkach wobec sprawców przestępstw pedofilii oraz o zmianie niektórych ustaw w celu ochrony dzieci”. Ustawa wprowadziła zakaz lub ograniczenia w prezentowaniu i popularyzowaniu treści dotyczących zboczeń seksualnych w mediach, reklamie, handlu elektronicznym i edukacji osób nieletnich.
Jak pisze „SZ”, decydujące znaczenie ma stwierdzenie TSUE, że węgierska ustawa naruszyła art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE). Artykuł ten dotyczy fundamentalnych wartości UE – demokracji, praworządności, wolności, równości, praw człowieka. Dotychczas zapis ten był rodzajem „politycznego credo”, do którego odwoływano się w odświętnych wystąpieniach, ale nie był podstawą do składania skarg. W przypadku państw, które uporczywie naruszały unijne wartości, pozostawała uciążliwa procedura w oparciu o art. 7 TUE, w dodatku wymagająca jednomyślności.
Teraz sędziowie TSUE po raz pierwszy stwierdzili naruszenie art. 2, tworząc w ten sposób nową podstawę prawną.
Artykuł dotyczący wartości stał się konkretną normą. Sędziowie decydują o tym, czy i w jakim stopniu zapis ten został naruszony. „Mają ostatnie słowo, nad nimi nie ma już żadnej instancji” – podkreśla „SZ”.
Powołując się na specjalistów prawa międzynarodowego, Armina von Bogdandy i Luke'a Spiekera, „SZ” pisze, że wyrok TSUE jest „pierwszym krokiem w kierunku społeczeństwa europejskiego”. Nie jest to jeszcze „europejski naród państwowy”, ponieważ Europa nie jest państwem, ale „czymś w tym rodzaju”.
Kolejny cytowany przez gazetę prawnik, Frank Schorkopf widzi w orzeczeniu TSUE kolejny etap pogłębiania europejskiej integracji. „SZ” zwraca uwagę, że w kluczowych kwestiach dotyczących wartości, szczególnie w polityce społecznej, ale też płci i migracji, nie ma wśród państw UE zgody. „Czy sensowne jest rozstrzyganie tych problemów z góry, na płaszczyźnie europejskiej, przez sędziów, a nie przez narodowe parlamenty?” – pyta „SZ”, powołując się na zastrzeżenia Schorkopfa.
„Fundamentalne konflikty społeczne (…) rozstrzygane są coraz częściej przez sędziów, naukowców lub inne elity, co oznacza wyjęcie ich z procesu politycznego” – czytamy w „SZ”.
(PAP)/oprac. FA






