Polskie miasta dziczeją – dosłownie. Patrol Wolności o problemie dzikich zwierząt w miastach

patrol dziki.jpg
Fot. Fundacja Wolność i Własność / YT

Widok liczących kilka czy nawet kilkanaście sztuk gromad dzików buszujących po ulicach i osiedlach w poszukiwaniu pożywienia, w niejednym polskim mieście przestaje być osobliwy, a staje się codziennością. Czy to normalna sytuacja? Dokąd prowadzi bierność władz miejskich, które – nieraz pod naciskiem pseudoekologów i wyznawców tzw. bambinizmu – lekceważą obowiązki ochrony mieszkańców przed zagrożeniami? – zastanawiali się w programie Patrol Wolności Sławomir Skiba z Fundacji Wolność i Własność oraz Arkadiusz Stelmach ze SKCh im. Księdza Piotra Skargi.  

 - Jak widać polityka jest taka, że [na osiedlach] wywiesza się kartki, żeby zamykać furtkę. Domyślam się, że niebawem ujrzymy kartki: „Drodzy mieszkańcy, proszę nie wychodzić z domu, bo są dziki” – mówił Arkadiusz Stelmach.

Rozmówcy zwrócili uwagę na konsekwencje: to dzikie z natury stworzenia. Wcale nierzadko notuje się przypadki ataków na ludzi, nie mówiąc o niszczeniu przez nie mienia. A ponieważ szybko się mnożą, być może za pewien czas ich obecność spowoduje, że o określonych porach – gdy wychodzą szukać jedzenia – ludzie z obawy o bezpieczeństwo będą na przykład zakazywać wychodzenia z domów własnym dzieciom albo samym sobie zafundują lockdowny.

Zróbmy to razem!

Potencjalnie groźne zwierzęta traktowane są jednak wciąż jak te udomowione, tak jakby fakt, że mają futra, automatycznie czyniła z nich udomowione pluszaki.

W obronie nieskrępowanej obecności dzików w naszych miastach odbyła się niedawno manifestacja przed stołecznym ratuszem, z udziałem – a jakże – celebrytów, którzy mieli wzmocnić wiarygodność protestu.

W mediach masowych obecna jest narracja, że to zwierzę, które jeśli nie ma wokół sobie młodych osobników i nie czuje się zagrożony, to sam również nie szkodzi ludziom.

W tej samej propagandzie myśliwi ukazywani są praktycznie jako obsesjonaci owładnięci żądzą mordowania.

Dzięki tego rodzaju myśleniu w naszych miastach błyskawicznie przybywa bohaterów znanego powszechnie jeszcze nie tak dawno wierszyka, rozpoczynającego się od spostrzeżenia, że „dzik jest dziki, dzik jest zły…”.

W największych polskich metropoliach dysponujących dużymi powierzchniami zadrzewionymi, notuje się dziś nawet po kilka tysięcy sztuk. Przeciętna locha w odpowiednim wieku ma w ciągu roku dwa – trzy mioty liczące po kilka sztuk. Prosta matematyka wskazuje, że już za kilka lat, przy obecnej polityce władz, stworzenia, których właściwe miejsce jest w lasach, staną się poważnym problemem dla naszych miast.

Źródło: You Tube / Patrol Wolności

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: