Prowokacja czy głupota? Ambasador Ukrainy chce przypominać o „polskich zbrodniach”

Dzień po brutalnym ataku ukraińskiego nożownika na klasztor w Jarosławiu, ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar chce przypominać o „polskich zbrodniach” na Ukraińcach. Dyplomata narzekał m.in. na to, że historia UPA jest w Polsce „negatywnie postrzegana”.
W ocenie Bodnara, w Polsce dominuje negatywne postrzeganie UPA. Z tego powodu potrzebne są dalsze badania historyczne oparte na dostępie do polskich i ukraińskich archiwów. Ambasador uważa, że w ich trakcie należałoby uwzględnić perspektywę obu krajów.
- Naszym zadaniem jest pokazanie tej części historii, która pozostała w cieniu i nie jest przedstawiana w Polsce: o zbrodniach popełnionych na Ukraińcach, akcjach karnych przeprowadzanych przeciwko ukraińskim miejscowościom, o tym, czym naprawdę były "pacyfikacja", "rewindykacja" i operacja "Wisła" - powiedział dyplomata dla RBK-Ukraina.
Ambasador podkreślił jednocześnie, że Ukraina musi wziąć odpowiedzialność za zbrodnie popełnione na Wołyniu. - Zbrodnie przeciwko ludności cywilnej to zbrodnie wojenne. Musimy potępiać zbrodnie przeciwko ludności cywilnej niezależnie od narodowości sprawców - podkreślił.
Jego zdaniem zaostrzanie dyskursu pomiędzy oboma narodami może skutkować poważnymi „napięciami społecznymi” z uwagi na fakt, że obecnie w Polsce mieszka około 2 miliony obywateli tego kraju. O zaognianie nastrojów Bodnar oskarżył głównie prawicowych polityków oraz stronę rosyjską, która gra na podziały pomiędzy Polakami a Ukraińcami.
Wydaje się jednak, że nic tak nie wywołuje negatywnych nastrojów jak chęć przypominania o „polskich zbrodniach” na Ukraińcach zaledwie dzień po brutalnym ataku ukraińskiego nożownika na klasztor w Jarosławiu, w którym zginął jeden ksiądz, a pozostałe ofiary walczą o życie w szpitalu.
24 września 31-letni Ihor M. wtargnął na teren klasztoru sióstr Benedyktynek, gdzie mieścił się ośrodek dla uchodźców z Ukrainy. Po kłótni z miejscowymi duchownymi złapał za nóż, poważnie raniąc cztery osoby. Zaatakował m.in. kapłana spowiadającego w konfesjonale i księdza obsługującego klasztorną kuchnię. Jedna z ofiar (ks. Stanisław) zmarł w szpitalu. Pozostałe przebywają w stanie zagrażającym życiu.
Źródło: polsatnews.pl
PR







