Szczyt NATO w Ankarze: ekipa Trumpa wzmocni prezydenta Turcji

erdogan trump 2025.jpg
Spotkanie prezydentów USA i Turcji 25 września 2025 r. Fot. Joey Sussman / Zuma Press / Forum

Zbliżający się szczyt NATO w Ankarze ma stanowić „istotny punkt zwrotny” dla obrony zbiorowej sojuszu. Szczyt miałby także wzmocnić strategiczną rolę Turcji i pozycję samego prezydenta tego kraju. Nie wszystkim to się podoba.

Zaplanowany na dni 7–8 lipca 39. szczyt NATO miałby załagodzić napięcia pomiędzy prezydentem USA Donaldem Trumpem a pozostałymi członkami sojuszu. Tureckie Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiedziało zaś, że będzie on „istotnym punktem zwrotnym”, potwierdzającym niezachwiane zaangażowanie sojuszu w obronę zbiorową i podkreślającym strategiczną rolę Ankary w NATO.

W czwartek rzecznik rządu państwa-gospodarza Zeki Akturk podkreślił, że najbliższe spotkanie sojuszników ma służyć wyznaczeniu przyszłego kierunku strategicznego Paktu Północnoatlantyckiego.

Zróbmy to razem!

- Szczyt NATO, który odbędzie się w naszym kraju, potwierdzi niezachwiane zaangażowanie sojuszu w zbiorową obronę, wzmocni jego adaptację do zmieniającego się środowiska bezpieczeństwa i wspólne rozumienie odstraszania, a także ukształtuje jego przyszłą orientację strategiczną – mówił Akturk.

Rzecznik dodał, że będzie to także okazja, aby wzmocnić pozycję jego państwa jako globalnego gracza w międzynarodowej architekturze bezpieczeństwa. – W tym kontekście uważamy szczyt za istotny punkt zwrotny, w którym zostanie konkretnie zademonstrowana determinacja NATO na rzecz adaptacji do zmieniającego się środowiska bezpieczeństwa oraz ukształtowane wspólne podejście do przyszłości sojuszu – zapowiedział.

W ramach szczytu odbędzie się Forum Przemysłu Obronnego. Ma ono przyczynić się do zwiększenia inwestycji w obronność, zacieśnienia transatlantyckiej współpracy w przemyśle zbrojeniowym oraz wzmocnienia zdolności sojuszu w zakresie obrony i odstraszania.

Turecki przedstawiciel rządu podkreślił także, że największą przeszkodą w osiągnięciu trwałego pokoju i stabilności w regionie pozostaje Izrael. Wezwał inne państwa do zajęcia bardziej zdecydowanego stanowiska i podjęcia konkretnych kroków przeciwko „ekspansjonistycznej, destabilizującej i prowokacyjnej” polityce Tel Awiwu.

Rzecznik tureckiego MON potępił niedawne ataki Izraela w Syrii i działania wojenne tego państwa w Libanie, pomimo zawartego porozumienia ramowego, w którym pośredniczyły Stany Zjednoczone.

- Ataki Izraela mające na celu eskalację napięć w regionie muszą zostać natychmiast przerwane – zaznaczył, odnosząc się do niedawnych izraelskich nalotów na syryjskie miasta Dara i Al-Kunajtira.

Wezwał także Siły Obserwacyjne ONZ ds. Rozdzielenia (UNDOF), których mandat został przedłużony o sześć miesięcy od 29 czerwca, do wypełnienia swoich obowiązków i podjęcia niezbędnych działań w odpowiedzi na izraelskie ataki naruszające prawo międzynarodowe.

Zaapelował również o rozważne postępowanie w związku z trwającymi negocjacjami między USA a Iranem w sprawie osiągnięcia trwałego pokoju i stabilności w regionie.

Liberałowie amerykańscy obawiają się, że planowany szczyt NATO wzmocni pozycję prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana jako globalnego gracza. Zarzucają mu, że zmierza do coraz bardziej absolutnej władzy w kraju.

Prof. Henri J. Barkey z Council on Foreign Relations komentuje, że głównymi bohaterami w Ankarze będą prezydenci USA i Turcji, którym udało się narzucić własne preferencje w polityce zagranicznej. Ubolewa, że „nie zadowalają się oni kształtowaniem polityki poprzez procesy deliberatywne czy instytucjonalne”, lecz zamierzają wykorzystać szczyt do wzmocnienia swojej pozycji.

Prezydent Turcji ma zaostrzać „brutalne represje wobec opozycji politycznej w kraju” i chce „przedstawić się jako niezbędny sojusznik Europejczyków oraz cenny przyjaciel prezydenta USA”.

Profesor dodaje, że Erdoğan „od samego początku swoich rządów w 2003 roku wyobrażał sobie globalną rolę i w czasach nękanych konfliktami oraz niepewnością wyraźnie wierzy, że nadszedł jego moment”.

Zasadniczym jego celem jest „legitymizacja” własnego „światopoglądu i niedemokratycznej władzy oraz sprawienie, by przedłużenie i tak już długich rządów wydawało się naturalne”.

Analityk wylicza, że Erdoğan prowadził zręczną politykę, zarządzając konfliktem rosyjsko-ukraińskim, utrzymując relacje z obiema stronami. Nie tylko kontynuował dozbrajanie Ukrainy. Pośredniczył także w stworzeniu na Morzu Czarnym korytarza, który umożliwił Kijowowi eksport zboża, jednocześnie otwierając drogę do negocjacji. W tym samym czasie kontynuował handel z Moskwą i gościł rosyjskich turystów.

Jednak najistotniejsze było kontrolowanie dostępu do Morza Czarnego w ramach Konwencji z Montreux oraz obietnice zapewnienia bezpieczeństwa. Ma to kontrastować z działaniami Trumpa, grożącego opuszczeniem NATO z powodu nielojalności, którą zarzuca członkom sojuszu ze Starego Kontynentu.

„Europejczycy stoją zatem w wyjątkowo trudnej sytuacji” – zauważa analityk. „Z jednej strony obawiają się porzucenia przez kapryśnego prezydenta i zmierzenia się z rewanżystowskim prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Z drugiej strony obawiają się konieczności jeszcze większego polegania na Turcji, dysponującej przecież największą armią NATO w Europie. Ten wybór wymaga zaakceptowania Erdoğana, który osiągnął niemal całkowitą władzę instytucjonalną w kraju, niszcząc społeczeństwo obywatelskie i rządy prawa. System sądowniczy działa na jego polecenie, ścigając prawdziwych i wyimaginowanych przeciwników, by zepchnąć na margines kontrkandydatów. Ekrem İmamoğlu, burmistrz Stambułu i jego najgroźniejszy rywal, został uwięziony na podstawie zarzutów o podłożu politycznym, podobnie jak wielu innych polityków, działaczy społeczeństwa obywatelskiego i dziennikarzy. Obecnie demontuje główną partię opozycyjną, która wyraźnie prowadziła w sondażach, a dodatkowo stosuje praktykę kayyum, polegającą na tym, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych rutynowo i bez powodu usuwa kurdyjskich burmistrzów, wkrótce po zdobyciu przez nich mandatów w wyborach samorządowych”.

Europa ma mieć dylemat, jak zachować się w tej sytuacji. Jak na razie przyjęto podejście pragmatyczne i transakcyjne, koncentrując się na relacjach bezpieczeństwa.

Prof. Barkey przypomina, że poprzedni prezydent Joe Biden z dystansem traktował Erdoğana, podczas gdy Trump go wychwala i nie przeciwstawił się budowaniu przezeń „jednoosobowego systemu autorytarnego”.

W dodatku prezydent USA miał zignorować sprzeciw Kongresu i w przededniu szczytu powiadomić o zamiarze sprzedaży Turcji około osiemdziesięciu silników do samolotów F-110. Chodzi o umowę, która od dawna utknęła w martwym punkcie na Kapitolu. Ankara zmierza do budowy własnego myśliwca KAAN piątej generacji, wyposażonego w bardzo zaawansowane technologie stealth.

Trump zasugerował również, że chciałby, aby Turcja ponownie dołączyła do programu F-35. Została wykluczona z niego po tym, jak Erdoğan twierdził, że ​​mocarstwa zachodnie miały udział w nieudanym zamachu stanu w 2016 roku i zakupił rosyjski system rakietowy S-400, tracąc 1,4 miliarda dolarów wpłaconych zaliczek.

Amerykanie teoretycznie nie mogą sprzedawać części do F-35, o ile rosyjski system S-400 nie zostanie usunięty z terytorium Turcji. Tymczasem, mimo braku zmiany statusu systemu, wiceprezydent J.D. Vance zasugerował, że administracja bada, w jaki sposób może przekazać Turcji samoloty F-35. Trwa poszukiwanie „legalnego rozwiązania”.

Trump w coraz większym stopniu idzie na ustępstwa wobec Ankary. Między innymi dwukrotnie wycofał wojska amerykańskie z granicy syryjsko-tureckiej, gdzie działały one ramię w ramię z syryjskimi Kurdami, walczącymi z Państwem Islamskim. Dzięki temu Turkom udało się doprowadzić do ​​wysiedlenia ponad 180 000 Kurdów. Trump szybko zaakceptował także nowego przywódcę Syrii, Ahmki eda asz-Szaraę, jako „wspaniałego, młodego, atrakcyjnego faceta” i z dnia na dzień zniósł sankcje wobec Syrii w ramach swojego obszaru działania – zapewniając patronowi Szary w Ankarze kolejne regionalne zwycięstwo.

Podczas szczytu w Ankarze amerykański prezydent ma nie tylko potwierdzić rolę Erdoğana jako globalnego gracza, ale także niejako legitymizować i zachęcać opinię publiczną do akceptacji jego „niedemokratycznych” metod rządzenia – sugeruje profesor.

Źródła: trtworld.com, cfr.org

AS

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: