Zachwyt nad dzikami kontra zdrowy rozsądek. Skiba i Stelmach o absurdalnej polityce miast wobec dzikich zwierząt

„Dzik jest dziki, dzik jest zły” – śpiewały kolejne pokolenia, wychowane na „Akademii Pana Kleksa”. Dziś coraz częściej słyszymy jednak, że dzik w mieście to właściwie nieszkodliwy sąsiad, którego wystarczy omijać, zwłaszcza gdy nie prowadzi młodych. Problem w tym, że rzeczywistość nie zawsze pasuje do tego sielankowego obrazu. Ataki (także śmiertelne!) na ludzi, zniszczone samochody i realne zagrożenie dla mieszkańców pokazują, że spotkanie z dzikim zwierzęciem może mieć poważne konsekwencje. Niestety w polskich miastach zdrowy rozsądek często przegrywa z zachwytem nad dzikami i miejską polityką ochrony tych zwierząt. O tym, gdzie kończy się ochrona przyrody, a zaczyna odpowiedzialność za bezpieczeństwo ludzi, rozmawiają Sławomir Skiba i Arkadiusz Stelmach.
W kolejnym programie z cyklu „Patrol Wolności” Sławomir Skiba i Arkadiusz Stelmach zwracają uwagę na zagrożenia, jakie obecność dzików może stwarzać dla mieszkańców miast. Jak podkreślają, coraz częstsze spotkania ludzi z tymi zwierzętami nie są wyłącznie kwestią niedogodności, ale mogą stanowić realne zagrożenie dla bezpieczeństwa.
– To jest zwierzę, które potrafi ważyć nawet 200 kilogramów, potrafi wyskoczyć na metr do góry, potrafi rozpędzić się. Sam widziałem biegnące dziki i byłem naprawdę pod wrażeniem, jak bardzo szybko to zwierzę potrafi biec – mówi Arkadiusz Stelmach. – Masa, jego ruchliwość, dynamika plus ta prędkość – w starciu z człowiekiem kończy się to nieraz (…) nawet i śmiertelnie – dodaje wiceprezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi.
Problem dodatkowo pogłębiają rosnące populacje dzików w polskich miastach. Jak zauważają rozmówcy, locha może mieć dwa–trzy mioty w roku, a w każdym z nich może pojawić się kilka młodych. W sprzyjających warunkach jedna samica może więc w ciągu roku wydać na świat nawet kilkanaście młodych. Taka dynamika rozmnażania sprzyja szybkiemu wzrostowi populacji.
– W tej chwili szacuje się, że jest ich w Królewskim Mieście Krakowie około 3000, bardzo podobnie jak w Warszawie. (…) Jeśli właśnie są te trzy mioty w roku, to można sobie wyobrazić, ile z tych 3000 może się ich tutaj zrobić – wyjaśnia Arkadiusz Stelmach.
Rozmówcy zwracają uwagę, że odpowiedzialność człowieka za przyrodę nie powinna sprowadzać się do bezwarunkowej ochrony każdego gatunku. Troska o dobrostan ekosystemów musi obejmować również kontrolowanie populacji dzikich zwierząt, zwłaszcza gdy ich liczebność rośnie w sposób niekontrolowany. W tym kontekście krytycznie oceniają trwającą od lat nagonkę na myśliwych.
– Niektóre środowiska tzw. ekologów robią z nich [myśliwych] morderców, jakichś psychopatów, którzy chodzą i strzelają do wszystkiego, co się rusza – zauważa Stelmach. Jak dodaje, rola myśliwego nie sprowadza się wyłącznie do polowania. – Bycie myśliwym to nie jest tylko chodzenie i strzelanie, ale to jest po prostu dbałość (…) o dobrostan tych ekosystemów, bo przecież takie zwierzęta jak dziki w zasadzie nie mają żadnych wrogów w przyrodzie i mogą się w sposób niekontrolowany rozmnażać – wyjaśnia.
Na koniec rozmówcy apelują o więcej rozsądku i realizmu w podejściu do obecności dzików w miastach. – Nie dajmy się omamić sentymentalnym opowieściom o tym, że to dzikie zwierzęta i w zasadzie nie ma z ich strony żadnego zagrożenia – mówi Sławomir Skiba, prezes Fundacji Wolność i Własność.
Źródło: YouTube / Fundacja Wolność i Własność
AF
Zachęcamy do obejrzenia całej rozmowy:






