Paweł Chmielewski: Dialog międzyreligijny. Co nowego mówi nam Watykan?

Czy dialog międzyreligijny ma jakąś wartość? Tak, przekonuje Watykan, bo to kluczowa rzecz dla budowy pokojowej koegzystencji między ludźmi. Nie należy jednak od dialogu oczekiwać jakichś teologicznych przełomów.
Trudne lata posoborowe
16 września Stolica Apostolska opublikował dokument dotyczący dialogu międzyreligijnego: „Podróż nadziei. Sześćdziesiąt lat dialogu międzyreligijnego i braterstwa w świetle deklaracji soborowej Nostra aetate”.
Deklaracja, o której mowa, została przyjęta przez II Sobór Watykański w październiku 1965 roku. Od początku wywoływała wiele kontrowersji i wątpliwości, jako że część środowisk katolickich dopatrywało się w niej relatywizacji jedyności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła katolickiego. Uczciwa analiza deklaracji nie potwierdza takich zarzutów w tym sensie, że relatywizm nie jest obecny w literze tekstu. Wiadomo jednak, że czymś zupełnie odrębnym od litery jest tzw. duch soboru, a duch ten dał o sobie znać w dekadach posoborowych ze szczególną siłą właśnie w obszarze dialogu międzyreligijnego. Powołując się na „Nostra aetate” możliwe stały się najdziksze nawet formy praktycznego dialogu. Nawet jeżeli ten posoborowy rozwój wypadków nie wpływał na kształt doktryny Kościoła, to od strony funkcjonalnej mógł relatywizować wiarę katolików, sugerując im, jakoby wyznawanie religii niekatolickich albo zgoła niechrześcijańskich było uprawnionym sposobem odnoszenia się do Boga. Szczególnie trudnym czasem był pod tym względem pontyfikat Jana Pawła II - spotkanie w Asyżu w 1986 roku, liczne gesty sympatii kierowane pod adresem Żydów czy muzułmanów, pielgrzymki do odległych krajów, gdzie papież Wojtyła partycypował w dziwacznych obrzędach ludów tubylczych - wprawdzie z dobrotliwym uśmiechem, wskazującym na niepoważne traktowanie tych zabiegów, niemniej jednak z szacunkiem dla lokalnych tradycji.
Skandale Franciszka
To, co działo się za pontyfikatu Jana Pawła II, zbladło jednak w obliczu wydarzeń z lat 2013 - 2025. Papież Franciszek wywoływał w obszarze dialogu międzyreligijnego regularne skandale, sugerując, jakoby wyznawanie fałszywych religii było miłe Bogu. W 2019 roku podpisał głośną deklarację z Abu Zabi wraz z wielkim imamem z uniwersytetu Al Azhar w Kairze, gdzie twierdzi się, jakoby istnienie różnych religii było chciane przez Boga na tej samej zasadzie, co istnienie dwóch płci, różnych ras ludzkich albo języków. W 2024 roku Franciszek udał się w podróż do Azji Południowo-Wschodniej; odwiedzając Dżakartę stwierdził, że islam jest „światłem”, które wskazuje drogę do Boga. Z kolei w Singapurze powiedział, że takie religie jak chrześcijaństwo, islam, hinduizm czy sikhizm są różnymi drogami do Boga. Wypowiedzi papieża Franciszka nie miały charakteru autorytatywnego: padały albo jako spontaniczne komentarze, albo też miały charakter ściśle dyplomatyczny, a nie doktrynalny. Niemniej jednak pontyfikat Jorge Mario Bergoglia pozostawił po sobie znaczny chaos w zakresie rozumienia stosunku Kościoła do innych religii.
Neutralne porządkowanie
W tym kontekście opublikowana została 16 września nota watykańska po 60 latach od „Nostra aetate”. Przygotowały ją trzy rzymskie dykasterie - Nauki Wiary, Popierania Jedności Chrześcijan, Dialogu Międzyreligijnego. Dziwić może obecność drugiej z dykasterii, jako że w tekście nie chodzi o ekumenizm chrześcijański, ale o dialog z niechrześcijanami. Dykasteria ds. Popierania Jedności Chrześcijan od lat zajmuje się jednak również relacjami z judaizmem, stąd jej partycypacja przy sporządzeniu obecnej noty. O stosunku tego dokumentu do Żydów napisałem zresztą osobny tekst, tutaj nie będę tego w ogóle omawiać, skupiając się na szerszej problematyce dialogowej (link: https://pch24.pl/wiadomosci/dialog-z-zydami-nowe-decyzje-watykanu-w-swietle-listu-kep,734893).
W ocenie noty Watykanu kluczowe jest przede wszystkim jedno: nie ma tu w zasadzie nic nowego. Tekst w żadnej mierze nie zmienia treści nauczania Kościoła katolickiego. Niczego nie ujmuje deklaracji „Nostra aetate” ani też niczego jej nie dodaje; nie próbuje też na nowo kształtować ram dialogu międzyreligijnego, przyjmując raczej to, co w tym obszarze rzeczywiście się stało. Nieco wyprzedzając podsumowanie można powiedzieć, że jeżeli dokument „Podróż nadziei” posiada w ogóle jakieś znaczenie, to z dwóch powodów.
Po pierwsze, w ograniczonym zakresie, ze względu na potwierdzenie dotychczasowego kierunku i próbę dalszego umocnienia postawy dialogicznej, ze względu na pragnienie budowy pokoju na świecie i umacnianie dobrej współpracy między narodami i wyznawcami różnych religii dla dobra całej ludzkości.
Po drugie, jest istotnym głosem w kontekście chaosu po pontyfikacie papieża Franciszka, bo pozwala na pewne uporządkowanie problematyki dialogicznej.
„Duch Asyżu”
Jakie są zatem te uporządkowania? Cóż, watykańska nota w bardzo jednoznacznie pozytywny sposób odnosi się do spotkania w Asyżu z 1986 roku. Wprawdzie kilka lat później to spotkanie zostało już zorganizowane nieco inaczej, na co według świadectw historycznych miał naciskać ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kard. Józef Ratzinger, w „Podróży nadziei” nie widać żadnej refleksji krytycznej odnośnie Asyżu. Na tym wielkim spotkaniu w mieście św. Franciszka papież z Polski wprawdzie wyraźnie głosił Jezusa Chrystusa, niemniej jednak zebrał ostrą krytykę ze strony środowisk tradycjonalistycznych za to, że stając podczas modlitwy wraz z przedstawicielami innych religii w jednym szeregu, jawił się jako „równy wśród równych”, tak jakby chrześcijaństwo było tylko jedną z propozycji na globalnym „rynku religii”. W Asyżu nie brakowało też różnych skrajnie patologicznych wypadków, jak choćby słynne ustawienie przez buddystów figurki Buddy na Tabernakulum w jednym z kościołów. Oczywiście, te patologie nie wynikały z zamierzeń Watykanu; są raczej symboliczną reprezentacją pewnego bałaganu organizacyjnego, który może wskazywać na nie dość poważne potraktowanie prawdy o wyjątkowości zbawczej Jezusa Chrystusa przez tych, którym Ojciec Święty powierzył przygotowanie całego spotkania.
Nota Watykanu mówi tymczasem wprost o „duchu Asyżu”, podając go za właściwy wzór dla dialogu międzyreligijnego przyszłych lat. Można tymczasem powiedzieć, że „duch Asyżu” oznacza dość wątpliwe wyważenie racji pomiędzy ewangelizacją a dialogiem, przyznając praktyczny prymat temu drugiemu – tak, jakby czysto ludzka współpraca na rzecz dobrobytu i pokoju była ważniejsza od ewangelizacji nakierowanej na swoje właściwe cele, czyli włączenie kolejnych dusz ludzkich w przestrzeń zbawienia oferowaną z woli Boga właśnie w Kościele katolickim, a nie poza nim. Ten aspekt noty trudno ocenić pozytywnie, przynajmniej z perspektywy tradycyjnej.
Między „Dominus Iesus” a Abu Zabi
Co ciekawe, dziwnie potraktowano Ratzingera. W 2000 roku z inicjatywy tego kardynała opublikowana została deklaracji Kongregacji Nauki Wiary „Dominus Iesus”, zaakceptowana przez papieża Jana Pawła II. Dokument zawierał stanowczą proklamację jedyności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła katolickiego i został przyjęty negatywnie przez progresywne kręgi ekumeniczne i dialogiczne. Obecna nota Dykasterii Nauki Wiary na przestrzeni szeregu akapitów referuje rozwój stanowiska Kościoła w obszarze dialogu międzyreligijnego od czasów „Nostra aetate”, ale „Dominus Iesus” nie jest w ogóle wspomniana. Sytuacja jest absurdalna, bo watykańska nota pisze o „naznaczeniu” pontyfikatu Jana Pawła II przez „szereg fundamentalnych dokumentów”, ale wymienia tylko teksty z lat 1984 – 1991. Odniesienie do „Dominus Iesus” w całej nocie pojawia się tylko raz, ale w przypisie, a w dodatku dotyczącym partykularnej kwestii relacji z judaizmem.
W przypadku pontyfikatu papieża w przypisach dwukrotnie wspomniany jest niesławny dokument z Abu Zabi, ale nie cytuje się go i tekst nie buduje wokół niego swojej narracji. Głównym źródłem, do którego odwołuje się nota, jest encyklika „Fratelli tutti” z 2020 roku, która mówi o powszechnym braterstwie ludzkości. Język użyty przez Franciszka był oskarżany o nadmierne podobieństwo do języka właściwego dla środowisk masońskich, a sama encyklika zebrała krytykę z powodu braku wyraźnych odniesień do możliwości uzyskania zbawienia wyłącznie w Chrystusie. Nota Watykanu skupia się jednak na wymiarze ogólnoludzkiej współpracy i nie traktuje „Fratelli tutti” jako dokumentu ściśle teologicznego. W dokumencie „Podróż nadziei” nie wspomina się też ani słowem różnych skandalicznych wypowiedzi papieża Franciszka, takich jak wystąpienia z Dżakarty czy Singapuru. Całe przesłanie Jorge Mario Bergoglia zostaje pozbawione wymiaru doktrynalnego i sprowadzone do wskazań praktycznych – budowania „dobrej współpracy” z innymi, gdzie kryterium powinna stać się miłość bliźniego, tak, jak przedstawiona przez Jezusa w przypowieści o dobrym Samarytaninie.
Taka jest też ogólna konkluzja watykańskiego dokumentu: dialog międzyreligijny ma być nieledwie obowiązkiem gwoli współpracy międzyludzkiej w coraz silniej zglobalizowanym świecie. Dokument dosłownie odrzuca wizję stworzenia „jednej światowej religii”, wskazując, że celem dialogu pozostaje budowa „braterskiego społeczeństwa zdolnego do akceptowania różnic”. W tym nota Watykanu widzi właściwą intencję deklaracji soborowej „Nostra aetate” i uważa ją za cały czas aktualną.
W sumie zatem tekst stanowi kontynuację kierunku przyjętego na II Soborze Watykańskim, co nie jest w żadnej mierze zaskakujące; nie podejmuje wątpliwych wątków z czasów pontyfikatu papieża Franciszka, co jest rzeczą bardzo dobrą. Niestety, nie wykazuje też żadnej krytycznej refleksji – wspomina tylko w negatywnym sensie, że niektórzy wciąż sprzeciwiają się dialogowi międzyreligijnemu, widząc w tym drogę do relatywizacji wiary. Dokument nie bierze pod uwagę, że taka relatywizacja – zwłaszcza w świecie zachodnim – rzeczywiście występuje i nadal może występować. Przy wszystkich neutralnych czy dobrych stronach tego dokumentu, ten brak bardziej wnikliwego spojrzenia w chaotyczną rzeczywistość dekad posoborowych pozostaje wyraźnym mankamentem tekstu, jakkolwiek typowym dla ogólnie optymistycznej oceny tego okresu, którą Watykan traktuje jako jedyną dopuszczalną. Ten sam brak krytycyzmu widoczny jest w katechezach Leona XIV poświęconych Vaticanum II. Można powiedzieć, że nota jest programowo „centrowa”: odcina krytykę czy najbardziej „reakcyjne” teksty minionych lat („Dominus Iesus”), ale odcina też Franciszkowe wybryki. Wszystko, co pomiędzy tym, jest akceptowalne – nawet „duch Asyżu”, jakkolwiek nie w znaczeniu teologicznym, a jedynie praktycznym, co można uznać za właściwy sygnał.
Paweł Chmielewski








